Pezet - Nieważne

niedziela, 25 października 2015

Rozdział 16

Chłopak po niecałej godzinie był już pod domem moich rodziców. Już na samym wejściu miło mnie zaskoczył, bo gdy poszłam otworzyć drzwi to zamiast Oskara zobaczyłam wielkiego, pluszowego misia.


Po chwili zza niego wyskoczył mój chłopak. 
- Wesołych Świątk, kochanie! 
- Dziękuję. Ja też coś dla ciebie mam, chodź.
Zaprowadziłam go do pokoju i najpierw się z nim przywitałam tak jak należy.
- Mmm..... takie powitania to ja mogę mieć codziennie.
- Hah, chciałbyś.
Podeszłam do szafy i wyciągnęłam prezent dla niego. 
- Wesołych Świąt, skarbie. 
Wręczyłam mu pudełko, a w nim był album z naszymi wspólnymi zdjęciami i słuchawki. 

- Dzięuję kochanie. Prezent jest śliczny. 
Chłopak podszedł do mnie i złożył na moich ustach namiętny pocałunek. 
- A teraz chodź na dół do rodziców porozmawiać z nimi trochę i potem jedziemy do twoich. 
- Ehh... No dobrze. 
Chłopak westchnął, złapał mnie za rękę i zeszliśmy na dół.
- O córuś chodźcie na obiad.
- Już idziemy. 
Przeszliśmy z Oskarem do jadalni. Usiedliśmy na swoich miejscach i juz po chwili jedliśmy przygotowany przez moją mamę obiad. 
- To opowiadajcie jak wam się układa? Jak się poznaliście? 
- Układa nam się bardzo dobrze, a poznaliśmy sie na uczelni. - odpowiedział krótko Oskar na pytanie mojej rodzicielki.
- A od kiedy jesteście razem? Macie już jakieś plany na przyszłość?
- Mamo, co to za przesłuchanie?
- Jakie przesłuchanie? Ja tylko chcę wiedzieć.
- Ehh... Jesteśmy razem od końcówki listopada. Nie mamy żadnych planów na przyszłośc, bo jeszcze o tym nie rozmawialiśmy i koniec już tych pytan.
- Dobrze. Jak chcesz,
Po zjedzonym posiłku porozmawialiśmy jeszcze chwilę i stwierdziliśmy, że będziemy już się zbierać. 
- My już będziemy jechać.
- Co? Ale dlaczego? Przecież jest 17:00 dopiero. - odezwał się mój tato.
- Wiemy, ale jedziemy jeszcze do rodziców Oskara.
- W takim razie pozdrówcie ich i jedźcie ostrożnie.
- Dobrze tato. Do zobaczenia. 
Pożegnaliśmy się z moimi rodzicami, Oskar poszedł jeszcze po moją walizkę i ruszyliśmy w drogę do domu rodziców Oskara. Droga minęła nam w świetnej atmosferze. Rozmawialiśmy, opowiadaliśmy kawały, śpiewaliśmy. Nawet nie wiem kiedy minęła nam ta godzina. Podjechaliśmy pod dom rodziców mojego chłopaka. Mama Oskara stała już w oknie i czekała prawdopodobnie na nas. Wysiedliśmy z samochodu i ruszyliśmy do domu. Nie zdążyliśmy podejść nawet do drzwi, a te już się otworzyły, a w nich stanęła starsza pani. Zgaduję, że mama Oskara. 
- O Oskar już jesteście. Wchodźcie kochani. 
Starsza kobieta podeszła najpierw do swojego syna i się z nim przywitała, a potem do mnie. 
- Dobry wieczór. Julia Ruśiewicz.
- Witam cię dziecko drogie. Jaka ty ładna jesteś. 
- Dziękuję pani bardzo.
- Jaka pani? Mów do mnie mamo albo po prostu Basia.
Zaskoczyło mnie to, że Oskara mama na wstępie powiedziała mi, że mogę do niej mówić " mamo ". 
- Dziękuję pa... to znaczy mamo.
- Ależ nie masz za co. Oskar mi dużo o tobie opowiadał.
- Mam nadzieję, że nic złego o mnie nie mówił. - zaśmiałam się. - A tak właściwie to gdzie on jest? - spytałam kiedy zobaczyłam, że Oskara z nami nie ma.
- Nie musisz się o to martwić. Mówił jaka ty ładna, miła i mądra jesteś. Nie powiedział na ciebie żadnego złego słowa. A mój syn poszedł chyba gdzieś ze swoim ojcem.
- Bardzo dobry kontakt mają widzę.
- To prawda. W dzieciństwie kiedy mąż musiał zrobić coś na podwórku to Oskar szedł razem z nim. A teraz muszę cię przeprosić, ale muszę iść do kuchni zrobić kolację. 
- To ja pomogę.
- Ależ nie rób sobie kłopotu. Poza tym jesteś naszym gościem. 
- Ale ja chciałabym pani pomóc.
- No dobrze. Jak chcesz to pokrój pomidory. 
- Dobrze. 
Wraz z panią Basią rozmawiałyśmy o różnych rzeczach, ale najczęściej to ona opowiadała różne, śmieszne sytuacje z dziecieństwa swojego syna. Było bardzo miło. W końcu po godzinie kolacje była gotowa. 
- To ja pójdę po chłopaków. 
- Dobrze. Sprawdź w garażu powinni tam być. 
- Dobrze.
Tak jak powiedziała mi mama Oskara tak też zrobiłam. Starsza kobieta miała rację chłopcy byli w garażu i robili coś przy samochodzie. 
- O Julkka.
- No hej, przyszłam zobaczyć co robicie i zawołać was na kolację.
- Zaraz przyjdziemy.
- Okej.
Poszłam do jadalni gdzie była juz mama studenta.
- I jak? Byli w garażu?
- Tak, robili coś przy aucie i powiedzieli, że zaraz przyjdą. 
- Dobrze, w takim razie chodź, siadaj do stołu.
Zrobiłam to co Basia mi kazała. Oskar wraz z panem Marcinem przyszli chwilę po tym jak usiadłam do stołu.
- To tak ładnie jeść kolację bez nas? - spytał mój chłopak.
- Oczywiście, że nie, dlatego czekałyśmy na was, - zaśmiałam się. Gdy wszyscy już siedzieli przy stole zaczęliśmy jeść. Po zjedzonej kolacji zasiedliśmy na kanapie w salonie i rozmawialiśmy. Około godziny 22:00 zrobiłam się śpiaca dlatego przeprosiłam wszystkich, poszłam wziąć prysznic i poszłam spać.

* Fabian *

Na święta pojechałem do rodziców, do Warszawy. Pojechałem w sumie w szczególności po to, aby odpocząć oraz przemyśleć parę spraw. Mianowicie o Julce. Dać sobie z nią spokój? A może dalej walczyć o nią? Chociaż czy jest sens skoro ona cały czas nie chce mi wybaczyć? Zresztą ona ma chlopaka. Nie wiem już co mam robić. Może jednak powinienem się poddać? Skoro nie zrobiło na niej wrażenia to, że powiedziałem jej prosto w oczy, że ją kocham to ja już nie wiem co zrobi na niej wrażenie. Chociaż... Może i wiem...? Dobra. Próbuję ostatni raz. Jak to nie pomoże to dam jej spokój. Z tym pozytywnym nastawieniem położyłem się spać. Szybko odpłynąłem do Krainy Morfeusza. 


* Maja * 

Pierwsze wspólne święta wraz z Marko postanowiliśmy spędzić osobno. Chłopak chciał abym w drugi dzień świąt przyjechała do niego, do Serbii, ale nie mogłam sobie pozwolić na taki wyjazd.  Na całe szczęście siatkarz zrozumiał to i nie naciskał. Teraz jest godzina 17:30 i jestem na spacerze wraz z mamą, tatą i babcią. Chodzimy sobie po jednym z krakowskich parków. Nie, nie wychowywałam się w Krakowie, tylko moi rodzice przeprowadzili się tutaj jak wyprowadziłam się z domu i zamieszkałam z Julką. 
- Maja? To ty? No nie wierzę! - usłyszałam za sobą w pewnym momencie wołanie. Szybko się odwróciłam i zobaczyłam Adriana, mojego byłego chłopaka jeszcze z czasów liiceum. 
- Adrian! Co ty tu robisz?
- Przyjechałem na świeta do babci. 
- A no tak, bo ty masz babcię w Krakowie.
- A ty co tu robisz? Przecież mieszkasz w Rzeszowie. 
- Przyjechałam do rodziny, bo przeprowadzili się tu po mojej wyprowadzce z domu.
Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, wymieniliśmy się numerami telefonów i wróciłąm wraz z rodziną do mieszkania. 


*********
No je kochani! :D 
Chciałam wam podziękować, że tyle osób czeka na rozdział :)
Bardzo miło jak się czyta te wszystkie komentarze.
I wiecie co?
Przez to , że czytałam te wszystkie pozytywne komentarze to wena mi przyszła i teraz już nie wiem jak to będzie z epilogiem :D Czy będzie tu 20, 25 czy może 30 rozdziałów to już nie wiem :)
Cieszycie się? :3
Jak tak i oczekuję od was, że będą dłuuugie, ciekawe komentarze, bo one motywują podwójnie :)
A i jeszcze jedno ;)
Rozdziały będą co tydzień, ale nie wiem czy w sobotę, czy w niedzielę :) 
Jak nie będzie w sobotę to będzie w niedzielę, a jak nie będzie w niedzielę to albo napiszę wam notkę, że nie wyrobiłam się, albo będzie po prostu za tydzień rozdział ;) 

Ps. Jeżeli jeszcze u kogoś nie nadrobiłam zaległości to niech mi napisze w komentarzu, bo być może zapomniałam :) 
Ps. 2 Jeżeli są jakieś błędy to przepraszam, ale nie sprawdzałam ;) 
Także do następnego :*

sobota, 17 października 2015

Rozdział 15

Do hotelu wróciliśmy około 18:00. Woda mnie trochę ocudziła i nie byłam już aż tak śpiąca jak przed wyjściem na plażę. Razem z Oskarem postanowiliśmy obejrzeć film pt. ,, Więzień labiryntu ". Po dwóch godzinach seans skończył się. Zrobiłam się śpiąca, więc zaraz po umyciu się położyłam się do łóżka. Już prawie zasypiałam kiedy poczułam jak materac ugina się pod ciężarem ciała chłopaka.
- Dobranoc śliczna. - powiedział i pocałował mnie w czoło.
- Dobranoc, kochanie.
- To ty jeszcze nie śpisz? - zdziwił się.
- Zasypiałam, ale mnie obudziłeś.
- Przepraszam.
- Nic się nie stało. Śpij już.
- Dobranoc.


Rano obudziłam się o 9:00. Byłam sama w łóżku. Słyszałam z łazienki lecącą wodę co oznaczało, że Oskar bierze prysznic.
Po śniadaniu poszliśmy zwiedzać Hiszpanię. Nie powiem, pięknie tu jest. Te widoki zapierają dech w piersiach. Około 21:00 wróciliśmy. I tak jak stałam, padłam na łóżko, i momentalnie zasnęłam.

Następnego dnia obudziło mnie czyjeś gadanie, a dokładnie Oskar rozmawiał z kimś przez telefon.
- Tak, będziemy napewno.
- ...
- Jesteśmy w Hiszpanii od jakiś dwóch dni.
- ...
- Dobra. Też Cię kocham, pa. - rozłączył się. - O już nie śpisz? Dawno temu wstałaś?
- Kilka minut temu. Z kim rozmawiałeś?
- Z Eweliną, moją kuzynką.
- Okej.
- Kotek, zbieraj się i idziemy do sklepu.
- Po co? - zdziwiłam się.
- Musimy kupic jakiś prezent ślubny dla Ewki.
- Czekaj, bo nie rozumiem.
-  Bo idziemy na ślub Eweliny.
- Co? Ale jak to?
- No normalnie.
- I czemu ty mi wcześniej o tym nie powiedziałeś?
- Bo to miała być niespodzianka.
- Jesteś niemożliwy, wiesz? - wstałam, podeszłam do niego i pocałowałam go.
- No idź już. - pośpieszył mnie, kiedy oderwaliśmy się od siebie.
- No, dobrze.
Poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, włosy jakoś upięłam i po 30 minutach byłam gotowa do wyjścia. Zeszliśmy z Oskarem na śniadanie. Już od około godziny 10:00 chodziliśmy po sklepach i zastanawialiśmy się co by tu kupić młodej parze.  W końcu po 4 godzinach wybraliśmy odpowiedni prezent.



Okzało się, że za 2 dni jest ślub. No pięknie! Za 2 dni ślub, a ja nie mam żadnej sukienki do ubrania. 
- Misiuuu.... - zwróciłam się do chłopaka słodkim głosem.
- Co chcesz?
- Bo wiesz... Ty planowałeś przyjazd tutaj i to jeszcze na ślub, a ja nie mam nawet sukienki. 
- Dlatego idziemy jeszcze tutaj. 
Wskazał na sklep obok. Zaraz po wejściu do sklepu spodobała mi się ta sukienka:


Wybór sukienki poszedł mi bardzo szybko, ale z wyborem butów było gorzej. Byliśmy w 9 różnych sklepach. W końcu w dziesiątym sklepie udało mi się coś konkretnego wybrać. 


Wiedziałam, że w nich długo na tym ślubie nie pochodzę, ale na szczęście miałam jeszcze ze sobą baletki.

* 20 grudnia - powrót * 
Do Polski wracaliśmy w bardzo dobrych nastrojach. " Wakacje " były udane. Byliśmy na ślubie Eweliny. Był cudowny. Pięknie przystrojona sala z widokiem na morze. Zorganizowane to wszystko było bardzo fajnie. Teraz siedzimy w samolocie z Oskarem i wracamy do Polski. 

5 godzin później

Jesteśmy już u mnie w domu i oglądamy film. W sumie to tylko ja oglądam, bo Oskar już od dawna śpi. Ja chyba zrobię to samo. Zdjęłam ostrożnie głowę chłopaka z moich kolan i poszłam się umyć. Szybki prysznic i już po 20 minutach byłam odświeżona.  Poszłam do salonu zgasić telewizor, ale on był już zgaszony, a Oskara nigdzie nie było. Poszłam więc do sypialni. Mój chłopak tam był i smacznie sobie spał. Poszłam w jego ślady i już po 10 minutach oddałam się Krainie Morfeusza. 

* 24 grudnia *

Siedzę właśnie przy wigilijnym stole i wraz z rodziną jemy kolację wigilijną. Razem z Oskarem stwierdziliśmy, że ja pojadę do swojej rodziny, a on do swojej i w pierwszy dzien świąt przyjedzie, spędzimy trochę czasu z moją rodziną, a potem pojedziemy do jego rodziny. No i drugi dzień świąt spędzimy sami u niego w mieszkaniu. 
Dosłownie przed chwilą skończyliśmy jeść kolację i teraz przyszedł czas na dawanie prezentów. Najpierw podeszłam do mamy i dałam jej piękny naszyjnik w kształcie serca. 


Mama natomiast kupiła mi prześliczny T - shirt.


Następnie podeszłam do taty i wręczyłam mu zegarek. 


On mi zaś kupił zestaw biżuterii.




No i na koniec została mi młodsza siostra. Dałam jej płytę jej ulubionego zespołu muzycznego, a ona mi dała poduszkę. A poszewka była zrobiona ze zdjęć z naszego dzieciństwa. To był chyba najpiękniejszy prezent jaki dostałam. 
Równo o 0:00 byliśmy w kościele na psterce. Około 1 w nocy wróciliśmy do domu. Porozmawialiśmy, powspominaliśmy stare czasy i po około 2 godzinach zbieraliśmy się do snu. 
Rano obudził mnie dzwoniący natarczywie telefon. Po około 5 minutach odebrałam. 
- No wreszcie odebrałaś! Już myślałem, że coś ci się stało.
- Co? Czemu miałoby mi się coś stać? - powiedziałam zaspanym głosem. 
- Bo jest już 12:30, a miałaś dzwonić o 10:00 i mi powiedzieć o której mam być. 
- Co!? Już tak późno?! Bądź za godzinę.
- Okej, pa skarbie.
- Pa.
Szybko się rozłączyła, wzięłam ubrania i pobiegłam do łazienki. O dziwo po 15 minutach była gotowa. Zeszłam na dół do kuchni, a tam już mama siedziała.
- O, córuś już wstałaś. Chodź zrobiłam ci śniadanie. 
- Ale mamo, ja mam ręce i zrobiłabym sobie sama. Naprawdę, nie musiałaś.
- Ale chciała, a teraz chodź jeść. 
- No dobrze. 
Po skonczonym posiłku posprzątłam po sobie, a moja mama w pewnym momencie zapytała:
- I jak tam z Fabianem ci się układa? 
- Że co? Jakim Fabianem?
- No Drzyzgą.
- Mamo, przecież ja z nim nie jestem.
- No wiem przecież, ale chodzi mi o to jakie macie relacje. Dobre? Złe?
- Takie jak wcześniej.
- Naprawdę? Myślałam, że już się pogodziliście. Przecież tyle lat się znacie.
- Ale jak widać nigdy się nie dogadamy. I już możemy na ten temat nie rozmawiać?
- Oczywiście córeczko.

Po tej krótkiej rozmowie poszłam do siebie i czekałam na Oskara.

***********

Po bardzo długiej przerwie powracam do was :D
Wiem, że rozdział nie jest jakiś nie wiadomo jaki, ale brak weny oraz czasu i musicie mnie zrozumieć :/
Tak w ogóle to został tu jeszcze ktoś? 
Jak tak to proszę was bardzo o opinię tego rozdziału w komentarzach.
A i jeszcze jedno.
Powoli zbliżamy się do końca tej historii :(
Jeszcze postaram się napisać max 10 rozdziałów + epilog, ale jak mi wena nie przyjdzie to będzie tylko 5 rozdziałów + epilog ;) 
Ciężko mi będzie się z tą historią żegnać, no ale cóż... trzeba :/ 
Postaram się być już regularna i co sobotę dodawać tutaj rozdział :*
Jeżeli są jakieś błędy to przepraszam, ale nie sprawdzałam :) 





piątek, 18 września 2015

:(

Smutna minka nie zwiastuje raczej nic dobrego wiecie o tym pewnie :/
Niestety muszę was bardzo przeprosić, ponieważ nie uda mi się dodać rozdziału jutro czy w niedzielę :( Wiem, że was zawiodłam :/ Zresztą nie tylko was, bo samą siebie też i to bardzo :(
Już wam tłumaczę dlaczego.
Otóż od poniedziałku do środy nie miałam głowy do pisania :/
W czwartek, czyli wczoraj miałam tak zwane " kocenie " w internacie.
A dzisiaj byłam na zawodach i jestem tak zmęczona, że nie mam na nic siły :( Jeszcze ostatnimi czasy nie mam wcale weny :(
Przepraszam was jeszcze raz :/
Nie wiem kiedy dodam coś tutaj. Być może za tydzień, a być może później. Niestety szkoła ważniejsza :(
Także do zobaczenia kiedyś tam! :)

niedziela, 13 września 2015

Rozdział 14

- Z kim się znowu założyłeś?
- Nie rozumiem.
- Pytam z kim się założyłeś o to, że wyznasz mi miłość?
- Z nikim, Julka ja...
- Wiesz co? Mam tego dość. Mam dość, że najpierw jesteś taki arogancki wobec mnie, potem zakładasz się z kolegami, że pogodzisz się ze mną, jeszcze ta akcja co była w galerii.Od dwóch dni nawet nie patrzysz na mnie ze wściekłością w oczach. Co? Myślałeś, że ja tego nie widzę? - spytałam, kiedy rozgrywający zrobił wielkie oczy. - Skąd mam mieć pewność, że mówisz prawdę? Za dużo razy dałeś mi do zrozumienia, że mnie nie nawidzisz. A teraz przepraszam zajęta jestem.
Nie czekając na jego odpowiedź zamknęłam drzwi.
Musiałam mu to w końcu powiedzieć. Nie miałam pewności, że to nie jest jakiś kolejny zakład. Okej, zrobiło mi się cieplej na sercu, ale co z tego? Co z tego, że w tamtym momencie wszytkie uczucia do niego odżyły? Byłam niemal pewna, że to jest jakiś kolejny żart czy zakład. Nawet gdyby była to prawda to ja jestem z Oskarem, kocham go i nic ani nikt tego nie zmieni.
Z moich przemyślen wyrwał mnie dzwonek do drzwi.
- Zmiana planów. Nie jedziemy jutro, tylko dzisiaj. Spakowana? - spytał w drzwiach Oskar.
- O cholera.
- Eh... Co ja się z tobą mam? - zapytał z uśmmiechem i pocałował w mnie w czoło. - Chodź, pomogę ci. - powiedział i pociągnął mnie za rękę w stronę sypialni.
- O której w ogóle wyjeżdżamy?
- O pierwszej w nocy.
- A która teraz jest?
- 20:53.
- Co?! Czemu ty mi wcześniej nie poweidziałeś, że jedziemy dzisiaj?
- W sumie to ajk wyjedziemy to będzie już jutro. - zaśmiał się.
- Oskar...
- No dobra... Sam się niedawno dowiedziałem. Mówiłem ci jeszcze przez telefon przecież, że zmiana planów.
- Już niech ci będzie.

Oskar pomógł mi w pakowaniu i już po 2 godzinach byłam spakowana.
- Dobra, skoro spakowana jestem to idę się odświeżyć.
- Okej, idź.

W drodze do łazienki zachaczyłam jeszcze o mój pokój z którego wzięłam przyszykowane wcześniej ubrania.


Była godzina 23:00. Do wyjazdu miałam jeszcze jakieś 2 godziny. Postanowiłam zatem wziąć długą kąpiel.

Po około godzinie stwierdziłam, że najwyższy czas już wychodzić. Wytarłam się ręcznikiem, założyłam przygotowane wczęniej ubrania, zrobiłam makijaż, a  z włosów zrobiłam sobie kłosa i gdy już miałam wychodzić rozległo się pukanie do drzwi łazienki. Otworzyłam je, a przed nimi stał Oskar.
- No nareszcie. Ile można siedzieć w łazience?
- Oj tam. 
- Nie oj tam, tylko tak. Już gotowa jesteś?
- W sumie to tak. 
- Okej, to chodź, bo jeszcze musimy jechać do mnie po rzeczy.
- Dobrze, skarbie.
Założyliśmy buty, kkurtki, czapki itp. i wyszliśmy z mieszkania. Oskar wziął mój bagaż, a ja zabrałam tylko bagaż podręczny. Chłopak wsadził moją walizkę do bagażnika i usiadł na miejscu kierowcy. Ja natomiast zajęłam miejsce pasażera. Ruszliśmy w kierunku mieszkania Wiśniewskiego. Po 20 minutach byliśmy na miejscu. Oskar poszedł po swój bagaż, a ja zostałam w aucie. W koncu po kilku minutach chłopak przyszedł.
- Stęskniłam się za tobą. - powiedziałam szczerze.
- Tak szybko? Nie było mnie zaledwie 5 minut. - zaśmiał się. 
- No i co z tego? 
- Kocham Cię.
- Ja ciebie też, Miśku, a teraz już jedź. 
- Co ty taka niecierpliwa?
- Zawsze taka jestem. - wyszczerzyłam się. 
- I za to cię kocham. 
Odpalił silnik i odjechaliśmy spod bloku mojego chłopaka. 
- A tak w ogóle to gdzie jedziemy? - spytałam po około 20 minutach jazdy. 
- Na lotnisko.
- Co? Gdzie ty mnie chcesz wywieźć?! - wystraszyłam się.
- Spokojnie.
- Albo mi powiesz gdzie lecimy, albo masz się zatrzymać i ja wysiadam.
- Ale ty uparta jesteś...
- Więc?
- Lecimy do Hiszpani, zadowolona?
- GDZIE LECIMY?!
- No do Hiszpani. nie cieszysz się?
- Jakbym mogła to bym cię teraz pocałowała.
Chłopak zaśmiał się, a ja sobie coś przypomniałam.
- O cholera. - powiedziałam tylko i zaczęłam przeszukiwać nerwowo torbę.
- Co się stało, kotek?
- Zapomniałam powiedzieć Majce, że jadę z tobą.
- To zadzwoń do niej.
- Telefonu szukam.
- Eh.. leży na masce.
- A no rzeczywiście.
Szybko wykręciłam numer do przyjaciółki. Niestety włączyła się poczta. Spróbowałam drugi raz. Znowu nic. Dzwoniłam jeszcze tak kilka razy. W końcu za 7 razem odebrała.
- Hallo? - powiedziała zaspanym głosem.
- No nareszcie.
- Człowieku jest wpół do pierwszej w nocy. Normalni ludzie o tej porze śpią.
- Jesteś w domu?
- Nie, u Marko, a co?
- A nic. Chciałam cię tylko poinformować, że nie będzie mnie przez tydzień. 
- Okej, pa. - nie rozłączyłam się, bo wiedziałam, że Majka jeszcze śpi. - Zaraz... CO?!
- No nie będzie mnie przez tydzień. 
- Czemu?
- Bo wyjeżdżam.
- Gdzie?
- Do Hiszpani.
- GDZIE JEDZIESZ?! - zareagowała normalnie tak samo jak ja.
- No do Hiszpani.
- Z Oskarem jedziesz?
- No tak, a z kim innym?
- No nie wiem.
- No właśnie. Dobra, bo jesteśmy juz na lotnisku.
- Okej, to pa.
Pożegnałam się z przyjaciółką i wrzuciłam telefon do torebki. Oskar wziął nasze walizki i ruszyliśmy w kierunku lotniska.

Na miejscu byliśmy koło 12:00. Zameldowaliśmy się w hotelu i ruszuliśmy do pokoju. 
- Jak bardzo jesteś zmęczona? - spytał Oskar kładąc ręce na moich biodrach. 
- Bardzo, a co byś chciał? 
- No wiesz.... - mówił całując moją szyję. 
- Nie ma mowy kochanie. - powiedziałam zabierając ręce z moich bioder. 
- Jesteś wredna. - oznajmił oburzony.
- Dzięuję, staram się... Idziemy na plażę, zbieraj się!
- Przecież zmęczona jesteś.
- Oj kotku, kotku. - powiedziałam i pocałowałam go przelotnie w policzek. - Idziesz czy mam iść sama?
- Samej cię nie puszeczę. Jeszcze jakiś Hiszpan mi ciebie zabierze i co wtedy?
- Hmm... Wtedy to pewnie zostawię cię dla niego. - wyszczerzyłam się, lubiłam go drażnić.
- O nie. Tak to my się nie będziemy bawić.
- Ale my się przecież w nic nie bawimy. - uniosłam ręce ku górze. 
- Musisz łapać za słówka?
- Ale....
- Idziemy na tą plażę czy nie?
- No idziemy, idziemy.

Wzięliśmy potrzebne nam rzeczy i wyszliśmy. Plaża była niedaleko hotelu także po 10 minutach byliśmy już na miejscu. Rozłożyliśmy się bardziej na końcu plaży. Wyciągnęłam z torby olejek, nalałam troszkę na rękę i zaczęłam wsmarowywać go w swoje ciało. Po chwili Oskar zaoferował mi swoją pomoc i posmarował mi plecy. Położyłam się zatem na brzuchu i czekałam aż chłopak wsmaruje mi w plecy płyn. Kiedy już skonczył wstałam do pozycji siedzącej, dałam mu buziaka i ponownie położyłam się na brzuchu. 
- Ty będziesz się teraz opalać?! - zdziwił się.
- No raczej, nie inaczej.
- Kotek, noo....
- No co?
- Chodź do wody. - zrobił oczy kota ze Shreka.
- A co będę z tego miała?
- A co byś chciała?
- Hmm.. Frytki, pizze, lody.... - zaczełam wymieniać.
- Nie za dużo tego?
- Nie. - wyszczerzyłam się i wstałam z miejsca. - To idziesz czy nie?
- No idę... Albo nie! - dodał po chwili.
- Co chcesz?
- Zrobimy tak, że.... 
Zbliżył się do mnie i wziął mnie na ręce. 
- Ja cię tam zaniosę, a potem wrzucę do morza!
- No chyba jednak nie! Oskar puść mnie, bo jak nie to zacznę krzyczeć, że jesteś pedofilem i gwałcicielem.
- Proszę bardzo krzycz. 
Czułam, że się uśmiecha. 
- Aaa! Ratunku! To jest pedofil!
- Ale trochę ciszej krzycz.
- On chce mnie zgwałcić! Pomocy! 
Wiecej wykrzyczeć nie zdążyłam, bo wrzucił mnie do wody.
- Wiesz co? Czasem się zastanawiam co ja tekiego w tobie widzę?
- Hmm.... Poza tym, że jestem miły, zabawny, uroczy i nieziemsko przystojny to nie wiem. zaśmiał się.
- Jaki ty skromny jesteś.
- A no tak. To też. - wyszczerzył się, a już po chwili poczułam jego ciepłe wargi na swoich.

******
Buahahhahaha :* 
Idę kopać grób :D Chce ktoś mi pomóc? :* 

40 komentarzy = 15 rozdział
Macie na to tydzień,a nie 2 dni, bo nie dam rady w tygodniu napisać kolejnego i tu dodać :/
Jeżeli będzie 40 komów to postaram się wrzucić tu coś w piątek lub sobotę :*




niedziela, 6 września 2015

Rozdział 13



*** Oczyma Julki ***

Od dwóch dni Fabian chodzi jakiś, taki struty. Nie odzwya się (w sumie to, to jest normalne), nie dogaduje mi i w ogóle. Chyba zaczął mnie unikać. Jak wychodziliśmy gdzieś razem (oczywiście przez Niko) to nawet na mnie nie patrzył, a zawsze patrzył na mnie z nienawiścią. Teraz nic. Nie, żeby mi to przeszkadzało cy coś. Wręcz przeciwnie.
- Julka? Hallo? Słuchasz mnie? - z moich przmyśleń wyrwał mnie Oskar.
- Yyy... co mówiłeś?
- Czyli jednak mnie nie słuchałaś.
- Zamyśliłam się po prostu.
- Dobra, nieważne. Mam dla ciebie niespodziankę.
- Jaką?
- Jakbym ci powiedział to nie byłaby to niespodzianka wtedy, - zaśmiał się. - Powiem ci tylko, że na weekend wyjeżdżamy. Bądź gotowa.
- Co? Gdzie jedziemy?
- Wszystkiego dowiesz się w swoim czasie.
- Jesteś wredny. - oburzyłam się.
- Wiem, że mnie kochasz. - puścił mi buziaka w powietrzu. Pożegnałam się z chłopakiem i weszłam do klatki.

*** Oczyma Kai ***

- Fabian usiądź żesz na jednym miejscu.
- No dobra, nie bulwersuj się.
- Idź do niej.
- Co? Do kogo?
- Do tej dziewczyny... Julki czy jak jej tam.
- Po co?
- Powiedz jej co czujesz.
- O co ci chodzi?
- Nie udawaj głupiego. Przecież widać, że ją kochasz.
- Aż tak to widać?
- Tak, a teraz idź do niej.
- Może i masz racje?
- Ja zawsze mam racje. - puściłam mu oczko.
- Dzięki Kaja. - puścił mi buziaka w powietrzu i wyszedł.

*** Oczyma Mai ***

- Marko gdzie ty mnie ciągniesz? - spytałam swojego chłopaka.
- Zobaczysz, nie marudź.
- Jesteś dziwny.
- I za to mnie kochasz.
- A żebyś wiedział. - przystanęłam i pocałowalam go.
- Dobra, kotek chodź już.
- No idę przecież.

Po 20 minutach staliśmy już przed budynkiem lodowska.
- O nie. Ja tu nie idę.
- Oj chodż, skarbie.
- Nie. Ja jeźdźić nie umiem.
- Wiem. Dlatego przyszliśmy tu, żeby cię nauczyć.
- Oszalałeś?
- Tylko i wyłącznie na twoim punkcie.
- Ty mi tu nie słodź, bo i tak nie wejdę tam.
- Po dobroci nie chciałaś to nie.
- Co?! Al...
Nie dokończyłam, bo siatkarz ZNOWU miał mnie przewieszoną sobie przez razmię.
- Puść mnie! - krzyczałam, biłam go po plecach, ale nic to nie pomagalo. - Ratunku! On chce mnie porwać! - Mhm... mogę sobie krzyczeć ile chcę, I tak nikogo tu nie ma.
- Ja mam tu rezerwację. Czy wszystko jest przygotowane? - wpytał mój chłopak kiedy dotarliśmy do recepcji.
- Tak. Wszystko jest na swoim miejscu. - Marko wziął (chyba) łyżwy od recepcjonisty. - Dziewczyna nie chciała sama przyjść?
- Dokładnie.
Czułam, że się uśmiechnął.
- Wiem przez co pan przechodzi. - zaśmiali się oboje.
- Ej, ja to wszystko słyszę. - oburzyłam się.
- Ty tam cicho siedź kochanie. - odezwał się atakujący.
- Okej, nie będe się do ciebie odzywać.
- Ej, no kotek. Nie fochaj się.
- Kazałeś mi być cicho, więc jestem.
Udawałam obrażoną.
- Wiesz, że nie o to mi chodziło. Ubierz łyżwy.
- Nie.
- Mam ci je sam założyć?
- ... - cisza. Chłopak tylko westchnął i zaczął zakładać mi łyżwy. Przyznam śmiessznie to wyglądało i śmaić mi się chciało.
Marko po założeniu łyżw pociągnął mnie za rękę tak, żeby wstała. Niechętnie udałam się za nim.
- Zamknij oczy.
- Okej. - poslusznie wykonałam jego polecenie.
- Daj mi rękę i chodź.
Przeszliśmy tak kilka metrów. Potem poczułam pod nogami lód. Stanęłam na chwilę.
- Nie bój się. Będę ci trzymał za rękę.
- Marko ufam ci, ale nie rób nic głupiego.
- Spokojnie... Okej możesz już otworzyć oczy.
Powoli otworzyłam oczy, popatrzyłam przed siebie, a tam był stolik z kolacją, świece, wino, róże.... Nawet na lodzie byłoy poukładane płatki róż wokół stołu, które tworzyły serce.
- I jak ci się podoba?
- Jeju, tu jest ślicznie! Dziękuję.
- Czyli się już nie fochasz?
Zrobił maślane oczka.
- Jakżebym mogła?
- Właśnie nie wiem. I następnym razem ufaj mi jak cię gdzieś prowadzę.
- Dobrze, kochanie.
Odwróciłam się i złożyłam namiętny pocałunek na jego wargach.

*** W tym samym czasie u Julki ***

- Kochanie, spakuj się tak jakby było lato. - oznajmił mi do słuchawki Oskar.
- Gdzie ty chcesz mnie wywieżć?! - spytałam przestraszona.
- Spokojnie.. A i strój kąpielowy weź.
- Boję się.
- Nie masz czego. - zapewnił mnie.
- No ja nie wiem.
- Oj, kochanie przestań histeryzować.
- Łatwo ci mówić.
- Okej, więc ty się powoli pakuj, a ja muszę coś załatwić jeszcze.
- Okej.
- A i spakuj się na tydzień.
- Co? A co ze studiami?
- Jak opuścisz pare zajęć to nic ci się nie stanie.
- Zadziwaiasz mnie.
- Dziękuję, staram się. - czułam, że się uśmiacha. - Dobra skarbie ja kończę. Pa.
- Okej, pa.

Rozłączyłam sie z chłopakiem i zaczęłam się pakować. Po 15 minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć, pomyślałam, że Majka znowu zapomniała kluczy.
- Gdzie ty masz głowę, żeby ciągle tych kluczy zapomi..... Co ty tu robisz? - spytałam kiedy zobaczyłam kto mnie odwiedził.
- Chcę porozmawiać. Julka, proszę.
- Sorry, ale zajęta jestem.
- Tylko chwilę.
- Masz 2 minuty z zegarkiem w ręku.
- Chciałem cię przeprosić.
- Mhm... Słyszałam już tą śpiewkę.
- Ale ja napraw...
- Nie. Fabian. Takie kity to swojej dziewczynie wciskaj, a nie mnie.
- Co? Jakiej dziewczynie?
- Tej całej Oli czy jak jej tam.
- Kai. - poprawił mnie.
- Nie interesuje mnie to jak się nazywa.
- Ale ona nie jest moją dziewczyną. To moja kuzynka!
- To też mnie nie obchodzi. To wszystko?
- Nie.
- To co jeszcze?
- Przepraszam! - niemal krzyknął.
- Powtarzasz się, Drzyzga.
- Ale z tym nie.
- Z czym? - zdziwiłam się.
- Kocham cię!
****
Buahahahaha :*
Tyle mam do opisu tego rozdziału :D
30 komentarzy = Rozdział :* 
Komentujcie, bo to motywuje ;)

niedziela, 30 sierpnia 2015

Rozdział 12

Coraz szybciej, wielkimi krokami zbliżały się Święta Bożego Narodzenia. Lubilam je. Tą magiczną atmosferę. Dzisiaj był 13 grudnia. Z racji, że za 11 dni są święta postanowiłam wybrać się na zakupy.
Ubrałam się.


Włosy rozpuściłam, zrobiłam sobie lekki makijaż i wyszłam z domu. 

Po 30 minutach bylam już na miejscu. Weszłam do galerii. Moje myśli od razu powędrowały w stronę wydarzeń z początku grudnia, kiedy to dowiedziałam się, że Nikolay powiedział Fabianowi o Grześku. Szybko jednak wyrzuciłam te myśli z głowy i zastąpiłam je innymi. Pierwszy prezent jaki chciałam kupić, a raczej zamówić to był prezent dla Majki.Wiedziałam już co chciałam jej dać, więc długo się zastanawiać nie musiałam. Weszłam do odpowiedniego sklepu i wytłumaczyłam sprzedawczyni co chciałabym zamówić. Ekspegientka uważnie wysluchała mojej wypowiedzi, przyjęła zlecenie i oznajmiła mi, żebym 23 grudnia przyszła odebrać zamówienie. Po kilkunastominutowej rozmowie z kasjerką opuściłam sklep i udałam się do innego w celu kupienia prezentu dla Oskara. Dość szybko mi poszlo z nimi. Muszę jeszcze kupić prezenty dla rodziców i będe miała to z głowy. Po godzinie miałam już skompletowane zakupy. Popatrzyłam na zegarek. Była 15:00. Postanowiłam iśc coś zjeść. Wybrałam KFC. Usiadłam do stolika i czekałam na zamówienie. 
- Cześć kochanie.
- O hej skarbie. Co ty tu robisz? - spytałam chłopaka. 
- Robiłem zakupy, a ty?
- To co ty. - uśmiechnęłam się do chłopaka. Pogadaliśmy jeszcze chwilę po czym ja poszłam po zamówienie, a Oskar złożyć zamówienie. Po chwili wróciłam do stolika, a brunet został przy kasie. 
- Hej, możemy pogadać? - spytał dobrze znany mi glos. Podniosłam głowę znad jedzenia. Fakt nie rozmawiałam z nim od tego dnia, ale myślałam, że dał sobie spokój. 
- A mamy o czym?
- Julka ja chciałem cię przeprosić. Wiem, że nie powinienem mówić tego Fabianowi, bo przecież to miała być tajemnica...
- Niko ja ci ufałam. - przerwałam mu.
- Wiem. Proszę wybacz mi.
- Wybaczyć mogę, ale nie zapomnę i trudno mi będzie ponownie tobie zaufać, więc nie oczekuj za wiele. 
- Jasna sprawa. - podszedł do mnie i przytulił mnie.  - I dziękuje ci, że mi wybaczyłaś, bo pomimo tego, że dostałem od ciebie kosza to dalej jesteś dla mnie ważna. Nie darowałbym sobie gdybym nawet nie mógł być dla ciebie przyjacielem.
- Miło to slyszeć.
- Dobra ja muszę lecieć na trning. Pa.
- Pa.
- Kto to był? - spytał mój chłopak, który przed chwilą podszedł do stolika. 
- Penchev.
- Co chciał?
- A co ty taki ciekawski, co? Zazdrosny jesteś czy co?
- O ciebie każdy byłby zazdrosny.
Posłał mi jeden ze swoich ślicznych uśmuechów.
 Pogadaliśmy jeszcze chwilę po czym Oskar  odwiózł mnie do domu. Jestem mu wdzięczna, bo nie chciałam się tłuc komunikacją miejską w taką pogodę. Pożegnałam sie z chłopakiem i ruszyłam do swojego mieszkania. Drzwi były otwarte co oznaczało, że przyjaciółka jest w domu. I to chyba nie sama. Stwierdziłam kiedy usłyszałam czyjeś śmiechy. Weszłam do salonu i kogo tam zobaczyłam?No właśnie. Nie spodziewałam się go tutaj. 
- Co ty tu robisz?
- Słyszałem od Majki, że chcesz poznać jej chłopaka tak więc jestem. - wyszczerzył się.
- Czemu mi nie powiedziałaś od razu, że to on?
- Mowiłam ci. Nie wiedziałam czy coś z tego będzie.
- Oj Maja, Maja... - westchnęłam. - Szczęścia wam w takim razie życzę! - powiedziałam i rzuciłam się dziewczynie na szyję. 
- Jula, bo mnie udusisz. - wysapała.
- Sorki. To ja idę zrobić kawy. Chcecie też?
- Mi nie rób.
- Mi też nie.
- Okej, to jak nie chcecie to nie. 
Poszłam do kuchni zrobić sobie kawy. 
Po kilku minutach kawa była gotowa. 
Wzięłam, więc kubek z napojem  i poszłam z nim do salonu. 
- To opowiadaj. Jesteś szczęśliwa z Oskarem? - spytał o dziwno chłopak Majki. 
- Tak, a skąd wiesz, że z nim jestem?
Marko spojrzał na Maję wymownie. 
- No tak. - zaśmiałam się. - A co tam u was? Od kiedy jesteście razem?
- Od czwartej randki. - skwitował siatkarz.
- Czekaj. To przed ta randką powiedziałaś, że się z nim spotykasz?
- Mhm...
- No ej... - powiedziałam obrażona.
- No ej, co? - spytała przyjaciółka. 
- Miałam przecież pierwsza dowiedzieć się o waszym związku. 
Dalej udawałam obrażoną.
- I jesteś pierwsza. - powiedział Ivocić
- Jak to?
- Normalnie. Maja powiedziała, żebyśmy na razie nikomu nie mówili o naszym związku, bo ty chcesz się pierwsza dowiedzieć.
- To czemu się ukrywaliście, a nie powiedzieliście od razu?
- Bo chciałam mieć pewność, że będę z Marko długo, a nie tak jak było chociażby z Przemkiem.
No tak. Maja z Przemkiem była zaledwie tydzień, bo okazało się, że on miał dziewczynę, a Maja o tym nie wiedziała. 

Serb opuścił nasze mieszkanie około 21:00 godziny. Pogadałam jeszcze przez telefon jakieś dwie godziny z Oskarem i poszłam spać. Sen przyszedł niemal od razu. 
Następnego dnia musiałam wstać przed 7:00, bo już na 8:00 miałam zajęcia. Szybko się ogarnęłam, zjadłam śniadanie, ubrałam kurtkę, buty itp. i ruszyłam na dół. Po wyjściu na dwór ujrzałam znajome Audi.
- Cześć kotek. - przywitałam się z chłopakiem namiętnym pocałunkiem. 
- No hej śliczna. Jedziemy?
- Jedziemy. - potwierdziłam. 
Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy w kiedrunku uczelni. Na miejscu byliśmy po około 20 minutach. Wysiedliśmy z auta i weszliśmy do budynku. W szatni zaczepił nas Niko. 
- Hej. My się jeszcze chyba nie znamy. Nikolay Penchev. - przywitał się bułgar z moim chłopakiem.
- Oskar Wiśniewski. - uścisnęli sobie dłonie. 
- To skoro już się znamy, to zapraszam na kręgle. Co wy na to? - powiedział Niko z uśmiechem.
- Ja chętnie, a ty Miśku?
- W sumie, Czemu nie? 
- To fajnie. Dziś o 16:00 w kręgielni. 

*** Oczyma Fabiana ***

Po co jakiś człowiek wymyślił budzik?! 
Niechętnie zwlekłem się z łóżka i poszedłem do łazienki gdzie ogarnąłem się jako tako. Po 10 minutach zszedłlem na dół. O dziwo Kaja już nie spała. 
- Czemu nie śpisz? - spytałem wyciągając mleko z lodówki. 
-  Jakoś nie mogłam. 
- Okej, ja spadam na uczelnie, pa.
- Pa. 

Kiedy zobaczyłem na zajęciech Julkę i tego... No jak mu tam... Eh nieważne.. To normalnie gotowało się we mnie ze złości. Miałem ochotę podejść do Julki i pocałować ją, przytulić. Nie mogłem tego zrobić, bo przeciez ja wiem wszystko lepiej i nie słucham rad innych. Może gdybym wtedy u Zbyszka w szpitalu powiedziałbym, że ją kocham to może bylibyśmy razem?
- Fabian? Hallo? Żyjesz? 
Z moich przemyśleń wyrwał mnie Nikolay.
- Yyy... co? 
- Pytałem czy idziesz na kręgle? 
- Kiedy?
- Dzisiaj.
- Okej, a o której?
- O 16:00 i weź ze sobą Kaję.
- Spoko.


- Kaja idziesz ze mną i z Niko na kręgle?  - spytałem kuzynkę kiedy już byłem w domu.
- Jasne. Dzisiaj?
- Tak o 16:00.
- Okej. Na którą masz dzisiaj trening?
- Dziś na 13:30.
- Okej. 


* 16:00 - kręgle *

Oprócz naszej trójki było jeszcze kilku siatkarzy wraz z towarzyszkami. Była 15:50, więc myślałem, że wszyscy, którzy mieli przyjśc to przyszli. Jednak się pomyliłem. Równo o 16:00 przyszła Julka z tym swoim Oskarkiem.
- Nie mówiłeś, że ONI też tu będą. - zwróciłem się do Penchev'a.
- Bo wiedziałem, że jak powiem ci to nie przyjdziesz.
- Dobra, nieważne. Gramy? 
Zrobiliśmy sobie taki mini turniej. Wszyscy szli punkt za punkt. W końcu po 2 godzinach okazało się kto wygrał. A kto był zwycięzcą? Oczywiście, że Igła!
- Patrzcie i uczcie się od mistrza! - ciągle powtarzał. 
W ciągu gry nie mogłem się skupić na niej. Co chwilę patrzyłem się na Julkę. Śmiała się, wygłupiała przy Oskarze. Była po prostu szczęśliwa. 
Postanowiłem, że nie będę jej przeszkadzać. 
Zapomnę o niej i tyle.


****
No cześć, Miśki :* ( Fajnie was nazwałam? :D )
Nie lubicie mnie już, że nie komentujecie? :( 
Pod 11 rozdziałem było  16 komentarzy, a pod 10 aż 40! 
Co się stało? Zrobiłam coś źle?
Jeżeli wam się coś nie podoba to piszcie ;)
A teraz wracając do opowiadania :)
Marko okazał się byc chłopakiem Majki! :D
2 osoby chyba zgadły :)
Niko i Julka się pogodzili, więc mnie nie bijcie :P
Jak myślicie? Fabian zapomni o Julce tak jak ona o nim? :D

Ps. 9 rozdział będzie bardzo krotki. Także uprzedzam ;)
Piszczie opinie w komentarzach! :*
Bo to naprawdę motywuje do dalszego działania ;)
Dla was to tylko kilka minut, a dla mnie bardzo dużo, bo wiem przynajmniej, że ktoś to czyta :D
Także do następnego ;) 

środa, 26 sierpnia 2015

Top 10 blogów

Dziękuję za nominację ( niestety nie napiszę tak jak masz w nicku, bo nie umiem, a jak skopijue to brzydko wygląda :/ ), ale wracając do tematu to jeszcze raz dziękuję. Nie sądziłam, że tą moją, chorą historię czytasz :)

Kolejność blogów jest losowa! :D

1. http://naiwne-serce.blogspot.com/

Może prócz tego. To jest po prostu Miazga!
Blog jest nie o siatkówce lecz o skokach narciarskich, a dokładniej o austriackim skoczku - Stefanie Krafcie. Ingrid Fischer w tym roku szkolnym zaczęła naukę bodajże w liceum ( nie pamiętam już ). Nikogo tam nie zna. Już w pierwszym dniu szkoły zaprzyjaźnia się z niejaką Sophie. Ze Stefanem chodzi do jednej klasy. Sophie od razu uprzedza Ingrid co do Krafta. Dlaczego? Przekonacie się czytając bloga! Epilog już tam jest i szkoda, że tak mało rozdziałów :( Ale co tam. Historia bardzo fajna :D

Autorka: Lovely

2. http://siatkowka--moje--zycie.blogspot.com/

Tutaj chyba nie ma co mówić za wiele ;)

Monika wyjeżdża do Rzeszowa. Tam przez przypdaek poznaje Niko Penchev'a i Igłę. Szybko zakochuje się w Bułgarze. Czy  z wzajemnością? Tego przekonacie się czytając tego bloga ;)

Autorka: Natalia <3 (nw jak zrobić to serduszko)


3. http://volleyballallmylife.blogspot.com/

Matt jako 10 - latek pisze pamiętnik :)
Pewnego dania rodzice Matt'a wygrali 20 tys. na loterii. Było to dość dziwne, ponieważ jego rodzice byli alokoholikami. Co będzie dalej? Zajrzyjcie na bloga i dowiedzcie się! :D

Autorka: Natalia <3

4. http://ojciecktoryniechcialzapomniec.blogspot.com/

W przeszłości kiedy to Piotr Gacek chodził do liceum poznał Anię. Mamę Kuby. Kiedy rodzice dziewczyny dowiedzieli się o ciąży nie pozwolili jej córce spotykać się z Piotrkiem. Siatkarz wyjechał z miasta, ale nigdy nie zapomniał o tym, że ma syna. Mama Kuby wysyłała listy, zdjęcia do niego z wieściami co u nich. Wydawało by się, że wszystko będzie pięknie, ale czy napewno? Tego dowiecie sie czytając bloga :D

Autorka: Kłos 7 Bienuu

5. http://siatkowkazmilosc.blogspot.com/

Marcelina i Fabian kiedyś byli parą. Niestety Fabian wyjechał do Warszawy grać w tamtejszym klubie. Kontakt między nimi się urwał. Pewnego dnia Marcela przez przypadek dowiedziała się, że Fabian będzie grał w Resovii. Dobrze się złożyło, bo dziewczyna akuratnie tam mieszkała i na dotatek jest fotografem klubu. Czy stara miłośc nie rdzewieje? Czy Marcela i Fabian znów będą razem? Przekonacie się czytając!:D

Autorka: Luiza Malicka

6. http://onelastgame.blogspot.com/

- Historia kopciuszka?
- Na pewno nie!
- Kopciuszek - Roztańczona historia?
- Też nie!
- Więc co to?
- Coś siatkarsko - tanecznego! Coś czego jeszcze nigdy nie było. Nigdzie nie znajdziesz drugiej takiej historii!
- Skoro to jest coś siatkarskiego to na pewno Wlazły abo Winiarski odgrywają role główną.
- I tu cię zaskocze, bo nie.
- To kto?
- No jak to kto? Najlepszy przyjmyjący PGE Skry Bełhatów!
- Facundo Conte?!
- Wojtek Włodarczyk, geniuszu!

Autorka: Marlena Majda

7. http://chce-zaczac-walczyc.blogspot.com/

Historia Karoliny, która nie ma łatwego życia z rodzicami. Ojciec cały czas każe jej się uczyć, nie pozwala nigdzie wychodzić, sprawdza ją czy się nauczyła. Od pewnego czasu Karola zaczyna okłamywać rodziców i chodzi na treningi siatkówki. Pewnego dnia rodzice zgodzili się by dziewczyna poszła na mecz. Tam poznaje... No właśnie.Kogo? Piotrka Nowakowskiego!
Czy coś z tego wyniknie? Zobaczymy :D

Autorki: Ewelina Huras i Mahhhda K.

8. http://siatkowkamilosc.blogspot.com/

Historia Leny i naszego kochanego libero - Igły. Czy ta dwójka będzie wiodła spokojne życie obok siebie? A może będą bliscy rozstania? Sama tego nie wiem i chciałabym sie dowiedzieć ;)

Autorka: Daria - Siatkówka

9. http://faith-hope-volleyball.blogspot.com/

Dwa te same charakery. Co się stanie kiedy sie spotkają? Będą się nienawidzić? A może będą zakochani w sobie po uszy? Historia Blanki i Michała Kubiaka :)

Autorka: Agnieszka Nowak

10. http://you-in-my-heart.blogspot.com/

Hisoria pisana w postaci pamiętnika. Już druga, którą czytam :D Na wakacje do pensjonatu przyjeżdżają Michał Winiarski, Krzysiek Ignaczak, Michał Kubiak i Piotr Nowakowski gdzie Nadia pomaga swojej mamie w prowadzeniu go. Czy wyjdzie z tego wielka miłość? A może tylko wakacyjne zauroczenie? Też chciałabym to wiedzieć :3

Autorka: Marcyśka B

Jest wiele blogów, które czytam i na pewno jakby był taki Top min. 30 blogów to bym tu wypisała te wszystkie, ale no niestety ;/
Jak zdążyliście zauważyć nie umiem zbytnio opisywać blogów :(

Nominuję:

Natalia <3
Kłos 7 Bienuu
Luiza Malicka
Marlena Majda
Lovely

Zasady:

1.Dziękujesz za nominację.
2. Wybierasz 10 ulubionych historii i krótko ją opisujesz. Możesz podać autora, link itd.
3. Nominujesz kolejne 5 osób.








niedziela, 23 sierpnia 2015

Rozdział 11

Po 20 minutach byliśmy na miejscu. Wysiedliśmy z auta i ruszyliśmy w kierunku centrum handlowego. Chodziliśmy tak od sklepu do sklepu, a ja nadal nie miałam kupionej sukienki. Po 3 godzinach chodzenia po sklepach w końcu udło mi się kupić jakąś sukienkę.


- Okej, skoro sukienkę już masz to teraz chodźmy coś zjeść, bo przez to twoje marudzenie i wybrzydzanie zrobiłem się głodny.
- Ha ha ha śmieszne. - zironizowałam.
Po niespełna 45 minutach zajadaliśmy się fast foodami. Nagle w oddali zauważyłam dwie znajmoe postacie. Mina mi zrzedła. Niko to chyba zauważył.
- Stało się coś? Pobladłaś.
 " Nic po prostu jestem zazdrosna o chłopaka, który mnie nienawidzi" 
- Nie nic. 
- Widzę, że coś się stało. 
- Nic. Naprawdę.
- Dobra, nie chcesz to nie mów, ale wiedz, że i tak ci nie wierzę. 
- Możemy już stąd iść? - spytałam kiedy zauważyłam, że ku Niko zmierza Fabian z tą blondi. Niestety Penchev nie zdążył nic odpowiedzieć. 
- Cześć Niko. 
- O, hej Fabian. Kaja?! Co ty tu robisz?!
Skąd Nikolay zna tą dziewczynę?!?!
- Hej, Kaja jestem. - uśmiechnęła się blondynka i wyciągnęła do mnie dłoń. Ona chciała się ze mną zapoznać! Niedoczekanie...
- Julka. -  uśmiechnęłam się sztucznie i podałam jej dłoń.Wymiotować mi sie chciało jak na nią patrzyłam.
- Kto by się spodziewał, że z NIĄ tutaj przyjdziesz. - prychnął rozgrywający i specjalnie zaakcentował trzecie od końca słowo. 
- Kto by się spodziewał, że jakaś dziewczyna by ciebie chciała. - odgryzłam się.
- Widzisz mnie przynajmniej chciała, a nie tak jak ten twój Grzesiek, który nie umiał z tobą wytrzymać, a że zerwać z tobą nie umiał to zaczął ćpać! - zatkało mnie to co on powiedział. Skąd on w ogóle wiedział o Grześku?! Przegiął.Nie wytrzymałam i wymierzyłam mu siarczysty policzek. 
- Nie masz prawa tak mówić rozumiesz?! W ogóle to skąd ty... - nie panowałam nad sobą. Łzy same napływały mi do oczu. W pewnym momencie zrozumiałam kto mu o tym powiedział. - Jak mogłeś?! - tym razem zwróciłam się do bułgara. - Ufałam ci! - wykrzyczałam mu w twarz. Odepchnęłlam go od siebie kiedy chciał mnie złapac za ręce. - Nie dotykaj mnie! - dokończyłam jeszcze i wybiegłam z galerii.
- Julka poczekaj! 
- Daj mi spokój! - wykrzyczałam w stronę przyjmującego.


*** Oczyma Fabiana *** 


- Jesteś z siebie kurwa zadowolony?! - krzyczał w moją stronę Penchev. 
- Ciszej. Jesteśmy w centrum handlowym, a nie w mieszkaniu.
- Jakoś nie myślałeś o tym kilka minut temu!
- Zamknij się! - krzyknąłem. Sam nie byłem zadowolony z tego co powiedziałem. Nawet nie wiem czemu to zrobiłem. Przeciez ja ją kocham! Znowu to spieprzyłeś,  Drzyzga! Jak zwykle! 
- Musisz iść do niej i pogadać z nią. - powiedział już spokojnie Nikolay. - Nie wiem co się z tobą dzieje, ale jeżeli ją kochasz to idź do niej i pogadaj z nią. 
Nikolay miał racje. Muszę iść z nią pogadać. 
- Odprowadzisz Kaję do mnie? - zwróciłem się do przyjmującego.
- Jasne, idź już. 
Szybkim krokiem odszedłem od nich i pobiegłem w kieruunku mieszkania Julki.


*** Oczyma Julki *** 


Siedziałam tak w salonie i ślepo wpatrywałam się w jakiś punkt na ścianie.Nie wiem jak on mógł powiedzieć wszystko Fabianowi. Ufałam mu, a on to perfidnie wykorzystał. Nie wiem ile tak siedziałam, ale w pewnym momencie usłyszałam dzwonek do drzwi. Nie miałam siły wstać i otworzyć. Czekałam aż niechciany gość sobie pójdzie, ale dzwonienie nie ustawało. Po chwili usłyszałam wołanie.
- Julka wiem, że tam jesteś. Otwórz mi, proszę. 
- Spierdalaj, Drzyzga.
- Proszę! Chcę z tobą porozmawiać.
 Podeszłam do drzwi i otworzyłam je.
- Nie mamy o czym rozmawiać! - krzyknęłam i chciałam zamknąć drzwi, ale rozgrywający był szybszy i jednym zwinnym ruchem wszedł do środka. 
- Nie wyjdę stąd dopóki nie porozmawiasz ze mną!
- Mówiłam ci już, że nie mamy o czym rozmawiać.
- Mamy. Jula chciałem cie przeprosić. 
- Akurat - prychnęłam. - Jeżeli to jakiś kolejny żart to daruj sobie. 
W tym momencie drzwi do mieszkania otworzyły się i do mieszkania weszła moja przyjaciółka.
- Już jes.... To ja wam nie będe przeszkadzać. 
Już chciała wyjść kiedy ją zatrzymałam.
- Nie. Zostań. Nie przeszkadzasz, bo Fabian akurat wychodził. 
- Ja jeszcze nie skończyłem. - powiedział i wyszedł.
- A on co tu... Ty płakałaś?! 
Kiwnęłam tylko głową i powiedziałam jej o wszystkim. 



*** Oczyma Fabiana *** 

- Ja jeszcze nie skończyłem. - powiedziałem i wyszedłem, bo nie chciałem rozmawiać z Julką w obecności Majki. 
Po wyjściu z mieszkania dziewczyn udałem się do parku. Musiałem ochłonąc trochę. Przemyśleć to wszystko. Z moich rozmyślen wyrwał mnie dźwięk telefonu. Dzwonił Zbyszek. 
- Hallo? 
- No cześć Fabian. Co tam u ciebie? Próbowałeś pogodzić się z Julką? 
- ... - cisza.
- Nie mów, że znowu coś spierdoliłeś. 
- ... - znowu cisza. 
- Drzyzga do kurwy nędzy co żeś tym razem zrobił? - spytał przyjmujący, a ja opowiedziałem w skrócie dzisiejsze zajście. - Nie ogarniam ciebie. Czemu nie powiesz jej prawdy? 
- Ja nie mogę. Zrozum.
- Nie zrozumiem. Jak powiesz jej prawdę ona lepiej to przyjmie i być może ci wybaczy, a jeżeli dalej będziesz grał w tą swoją chorą grę to coraz trudniej potem będzie ci ją przekonać do siebie. Zrobisz jak zechcesz To twój wybór, ale pamiętaj o tym.
- Dzięki za radę.
- Nie ma za co. A teraz muszę kończyć, bo Asia mnie woła.
- Okej, cześć.
-Cześć.
Rozłączyłem się z Bartmanem i postanowiłem iść do domu, bo Kaja się będzie martwić. 
Szedłem tak sobie spokojnie. Była 20:00, więc jakie było moje zdziwienie jak podeszla do mnie grupka fanek i poprosiły o zdjęcie i autograf. Mimo, że nie byłem w nastroju to podpisałem kilka kartek i uśmiechnąłem się sztucznie kilka razy. W końcu po 30 minutach byłem w domu. Marzyłem tylko o kąpieli i łóżku. Mówiąc w skrócie byłem wykończony. 


*** Oczyma Julki *** 

- Zabiję tego kretyna kiedyś, 
- Nie warto. Szkoda tracić czasu. - zaśmiałam się. - A teraz opowiadaj jak było na randce?
- Na randce super było.
- Sero? " Super " i tylko tyle? - spytałam zażenowana. 
- No, a co? Szczegóły chcesz znać?
- To jest chyba oczywiste. - ponownie się zaśmiałam.
- Jesteś niemożliwa.
- Też cię kocham.
Przekomarzałyśmy się jeszcze chwilę, a  potem oznajmiłam brunetce, że jestem mega zmęczona i chcę iść spać. Poszłam więc do łazienki wziąć szybki prysznic i położyłam się do łóżka, ale nie mogłam zasnąć. Zaczęłam rozmyśleć. Oczywiście moje myśli krążyły wokół rozgrywającego. Może powinnam mu to wybaczyć? Z jednej strony powinnam mu to wybaczyć, ale z drugiej nie miał prawa tego mówić. Jeszcze Nikolay. Czemu on w ogóle powiedział o tym Fabianowi? Zawiodłam się na nim. Mam przynajmniej nauczkę, żeby zbyt pochopnie nie ufać ludziom. No i jest jeszcze Oskar. Miałam się z min spotkać dzisiaj, ale coś mu wypadło. Nie wiem czemu tak nagle zaczął się mną interesować, ale dobra.... Więcej moich rozmyśleń nie pamiętam, bo zasnęłam.


* Tydzien później *

Jak zdążyliście zauważyć na imprezę u Marko nie poszłam. Może teraz opowiem co się przez ten tydzien działo.
No to tak. 
W niedzielę z domu się nie ruszałam, ale też się nie dołowałam. Co to, to nie. Wręcz przeciwnie. Obiecałam sobie, że będę silna. Zapomnę o tym co czuję do Fabiana. I tak też zrobiłam. Zapomniałam o moich uczuciach do niegoo. 
W poniedziałek odwiedził mnie Oskar. Zdziwiła mnie jego wizyta, bo nie umawialiśmy się przeiceż. Ale kij z wizytą, najbardziej zdziwiło mnie to co on powiedział. Pewnie się teraz zastanawiacie co on mi takiego powiedział? Otóż mi powiedział, że sie we mnie zakochał! Że już od kilku miesięcy próbował do mnie zagadać, ale bał się. W sumie nie wiem czego. Potem spytał się mnie czy zostanę jego dziewczyną. Zgodziłam się. I tak już tydzień jesteśmy razem i jesteśmy ze sobą szczęśliwi.
We wtorek na uczelnię poszłam, trzymając się za rękę z Oskarem. Mina Fabiana była bezcenna. Co? On może mieć dziewczynę,a  ja chłopaka już nie? No chyba jednak nie. Ale zaraz....Czy ja widziałam w jego oczach zazdrość?! Nie, chyba nie. Musiało mi się coś przewidzieć.
 W środę i czwartek było to samo. Czyli nauka.
W piątek Oskar zabrał mnie do Zakopanego na konkurs indywidualny w skokach narciarskich! Cudownie było! Cały weekend w Zakopanem jeszcze spędziliśmy. Teraz siedzę w samochodzie chłopaka. 
- I jak? Podobał się wyjazd? - spytał w pewnym momencie brunet.
- No pewnie! - niemal krzyknęłam jak małe dziecko co wywołało śmiech u mojego towarzysza. - Ale dalej nie wiem skąd wiesz, że lubię skoki?
- Mam swoje źródła. - uśmiechnął się. Boże jak on ślicznie się uśmiecha! 

***
Chyba pójdę kopać grób.. :/ 
Chociaż nie jest tak źle jak w następnych rozdziałach :D
Dobra, a teraz na serio. :D
Po pierwsze z pytaniami o bloga. Typu kiedy następny rozdział zapraszam na ask'a. 
http://ask.fm/siatkareczka2002
Nie chcę po prostu zaśmiecać tutaj bloga zbędnymi pytaniami :)
Po drugie. Nie ma osób, które chciałyby być informowane o nowościach? :(
Jeżeli takie są to zapraszam do zakładki " Informowani " ;)
Po trzecie.Jak widzicie nie było żadnej imprezy u Marko :D
Po czwarte. Jeszcze w tym rozdziale nie dowiecie się kto jest chłopakiem Majii.
Zachęcam was do zgadywania w komentarzach kto to ;)
Po piąte. Dziękuję za ponad 40 komentarzy po rozdziałem 10 i 12 tysięcy wyświetleń! Jesteście niesamowici! :D
Jest 0:00 w nocy, a ja dopiero teraz dodaję rozdział :( 
Przepraszam, ale nie miałam czasu . Napierw siostra mi włosy prostowała, a potem był mecz i tak jakoś wyszło, że dopiero teraz... :/ 
Barwo dla chłopaków za 3:1! :D 
Myślałam, że ta notka będzie dłuższa...
Dobra nie zanudzam was ;)
Zachęcam do wyrażania opinii w komentarzach :) 
Do następnego :* 

PS. Dostałam nominację do " To 10 blogów ". Dziękuję za nią. Odpowiem na nią jak znajdę odrobinę czasu ;) 

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Rozdział 10


Kolejny rozdział z rzędu z dedykacją :D 
Dedykuję go Oli, która jest bardzo niecierpliwa :* <3 


*** Oczyma Majki ***

Wyszłam z domu i udałam się do parku, bo właśnie tam byłam z nim umówiona. Mieliśmy spotkać o 15:00. Rozglądałam się po parku w celu znalezienia znajomej postaci. Nagle poczułam czyjeś dłonie na moich biodrach.Powoli odwróciłam się i zobaczyłam jego. Złożyłam namiętny pocałunek na jego ustach.
- No hej, piękna. - powiedział kiedy się już od siebie oderwaliśmy.
- Cześć.
- Długo czekasz?
- W sumie to nie.
- To co może pójdziemy do kina, a później na kolację?
- Chętnie.
Chłopak splótł nasze dłonie i już po chwili szliśmy rzeszowskimi ulicami w kierunku kina. Po 30 minutach byliśmy już we wspomnianym wcześniej miejscu.
- To co wybieramy? Komedia, dramat, horror...
- Wszystko byle nie...
- Horror! - powiedział jakby go nagle olśniło.
- Nie, proszę. Tylko nie horror.
- Za późno  - puścił mi oczko. - Dwa bilety na ten horror poproszę.
- Nienawidzę cię. - Wiem, że mnie kochasz. Chodź.
- Nie. - stałam z rękoma założonymi na piersiach i miną obrażonego dziecka.
- Mam cię tam zanieść? - spytał
- Nie ja nigdzie nie idę... Puszczaj mnie!
- Nie, bo nie wejdziesz wtedy do sali.
- Trafna uwaga. A teraz mnie postaw.
Mówić do niego jak do ściany. Postawił mnie dopiero jak byliśmy już na sali.
- Nie lubię cię, wiesz?
- Nie marudź tylko siadaj.
- Jesteś wredny. - kontynuowałam.
- Gdzieś już ktoś mi to mówił. - wyszczerzył się.
- I co się szczerzysz?
Nie uzyskałam odpowiedzi, bo chłopak wpił się w moje usta. Oczywiście odwzajemniłam pocałunek.

Siedzieliśmy an swoich miejscach i oglądaliśmy film. W sumie on oglądał, a ja albo zakrywałam oczy, żeby nie patrzeć, albo chowałam twarz w jego tors. On się tylko ze mnie śmiał. Co poradzić na to, że nienawidzę horrorów? On o tym wie i perfidnie to wykorzystuje. Jeszcze jak mnie niósł to wszyscy się na nas gapili., tak jakbyśmy byli jakąś wystawą w muzeum. W końcu po dwóch i pół godzinie męczarnia się skończyła i mogliśmy opuścić salę.
- Nigdy więcej nie idę z tobą do kina.
- Kogo ty próbujesz oszukać?
- Ja mówię serio.
- Zobaczymy... Głodna?
- Jak wilk.
Chłopak zaśmiał się tylko, złapał mnie za rękę i ruszyliśmy do pobliskiej restauracji.

Po zamówieniu dania zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim. Czasami nawet udało jemu się mnie rozśmieszyć, a to jest bardzo trudne.
- Wiesz co. Chcę wiedzieć na czym stoję.
Nie rozumiem.
- Jesteśmy razem czy nie?
- A chciałbyś?
- Nawet nie wiesz jak bardzo.
- To jesteśmy razem. - uśmiechnęła się do niego promiennie.On nic nie odpowiedział, tylko wstał z miejsca, wziął mnie na ręcę i okręcił kilka razy wokół własnej osi..
- Mam coś dla ciebie. - powiedział i podał mi małe, czerwone pudełeczko w kształcie serca.
- Co to jest? - spytałam.
- Otwórz i zobacz.
Posłusznie otworzyłam pudełko i zobaczyłam w nim to:






- Jest śliczna. Dziękuję  - wstałam z miejsca, podeszłam do niego i złożyłam delikatny pocałunek na jego ustach.

Po około półtorej godzinie wyszliśmy z restauracji. Jako, że była dopiero 19:30 postanowiliśmy iść jeszcze na spacer. Pięknie wygląda Rzeszów wieczorem. Mój chłopak ( jak to fajnie brzmi ) zaprowadził mnie do parku, potem zawiązał mi oczy chustką i szliśmy dalej.
- Kochanie gdzie ty mnie ciągniesz?
- Zobaczysz jak dojdziemy.
- A daleko jeszcze? 
- Nie. W sumie już jesteśmy. 
Chłopak ściągnął mi chustę z oczu. Zobaczyłam gdzie jestem. Byłam na jakiejś górce z widokiem na Rzeszów. 
- Jaku, ale tu jest pięknie!
- Podoba ci się? 
- Głupio się pytasz. 
Posiedzieliśmy jeszcze chwilę,a  potem poszliśmy do mieszkania siatkarza. 
Ściągnęłam buty. Kurtki nie zdążyłam, bo chłopak zachłannie wpił się w moje usta. Posadził mnie na szafce z butami. Oplotłam nogami jego biodra na co on podniósł mnie z szafki i zaniósł do sypialni. Po drodze jego jak i moja koszulka poleciały gdzieś na ziemię.



***  Oczyma Julki ***

Rano obudziłam się o 10:00. Jako iż dzisiaj była sobota mogłam sobie trochę pospać. Wyszłam z łóżka, wzięłam z szafy ubrania i podreptałam do łazienki. 




Po wyjściu z łazienki postanowiłam iść do pokoju Majki sprawdzić czy wróciła na noc czy nie. Otworzyłam nieśmiało drzwi i zobaczyłam... puste łóżko. W sumie to domyślałam się, że nie wróci na noc, ale poinformować mogła.Poszłam do kuchni. Zrobiłam sobie pożywne śniadanie, a mianowicie płatki owsiane na mleku. Zjadłam je w przeciągu dziesięciu minut. Umyłam naczynia o wzięłam się za sprzątanie. W planach miałam zrobić jeszcze generalne porządki w mojej szafie z ubraniami.. Sprzątanie zaczęłam od mycia okien, ponieważ teraz świeciło słońce,a to nowość, bo właśnie dzisiaj zaczął się nowy miesiąc - grudzień.Po umyciu wszystkich okien przyszedł czas na ściernie kurzy, mycie podłóg itp. Po trzech godzinach sprzątania postanowiłam zrobić jakiś obiad. Majki jeszcze nie było. Postanowiłam nie dzwonić do niej. Przecież ona nie jest dzieckiem, żeby nie umiała o siebie zadbać. Po moich przemyśleniach stwierdziłam, że nie jestem aż tak głodna, żeby robić coś na szybko. Postawiłam, więc na zapiekankę ziemniaczaną z sosem serowym. Obrałam ziemniaki i pokroiłam je w cienkie paski. W czasie kiedy kroiłam ziemniaki podsmażałam też mięso mielone.Po chwili układałam już warstwę ziemniaków na dnie naczynia żaroodpornego. Potem nasypałam mięsa mielonego i tak parę razy. Na sam wierzch nalałam sosu serowego z torebki. Następnie poukładałam na samą górę plasterki sera. Naczynie włożyłam do piekarnika. Teraz miałam godzinę dla siebie. Tą godzinę spędziłam na oglądaniu telewizji. Kiedy piekarnik dał o sobie znać poszłam wyciągnąć naczynie z niego.Wcześniej natomiast wzięłam jeszcze deskę, żeby gorącego nie stawiać na blacie. Wyciągnęłam talerz i ktoś zadzwonił do drzwi.
- Cześć Niko. Co ty tu robisz?
- A przyszedłem odwiedzić moją najlepszą przyjaciółkę nie można?
- Ty coś chcesz, Penchev.
- Ja? W życiu! Nic nie chcę. 
- Dobra, dobra. Wchodź do środka. Akurat zrobiłam obiad. Zjesz trochę?
- No jasne.
- To kieruj się do kuchni.

Przyjmujący posłusznie wykonał moje polecenie i już po chwili zajadaliśmy się daniem.
- A Maja gdzie?
- Na randce.
- O tej porze? - zdziwił się siatkarz.
- Nie. Ona jest na tej randce od wczoraj.
- A no chyba, że tak. A dzwoniłaś do niej?
- Nie. Po co?
- Sprawdzić czy żyje.
- Niko ona nie jest małym dzieckiem, żeby ją kontrolować. Wie co robi.
- W sumie masz racje.
Po zjedzeniu obiadu Nikolay zaoferował swoją pomoc przy sprzątaniu. .
- Oky, skoro ja zmywam to ty idź się przebrać, bo tak nie pójdziesz.
- Ale gdzie ja mam iść?
- Idziemy do centrum handlowego.
- A kto ci nagadał takich bzdur, ża ja chcę tam iść?
- Nie masz wyboru.
- Dlaczego niby?
- Bo zapewne nie masz żadnej sukienki na wieczorną imprezę u Marko.
- Co? Jaką imprezę? Ja nigdzie nie idę!
- Mam cię zanieść do ciebie do pokoju, zamknąć drzwi na klucz, żebyś nie uciekła, wyciągnąć jakieś ubrana i przebrać cię?
- Ehh... No już idę.
- Grzeczna dziewczynka. - powiedział za co ja zgromiłam go wzrokiem. Poszłam do siebie i przebrałam się w jakieś normalne rzeczy.
- Zadowolony? - spytałam Penchev'a kiedy już byłam w salonie.
- Zadowolony. - potwierdził.Już po 10 minutach siedzieliśmy w aucie przyjmującego i jechaliśmy w stronę centrum handlowego.

***

Dziękuje za te 31 komentarzy pod 9 rozdziałem :D 
Ucieszyły mnie najbardziej dwa. Jeden, żebym napisała książkę ( tanowię się nad tym), a drugi, że ja ma doła czy zły humor dziewczyna to czyta mojego bloga. Bardzo mi miło z tego powodu. :)
Jakiś czas temu pojawiła się zakładka informowani ;)
Zgadujcie w komentarzach kto może być chłopakiem Majki? :D
Chciałam wam jeszcze podziękować za ponad 10.000 wyświwtleń i ponad 100 komentarzy ;)

Specjalnie nie dałam w bohaterach jego, bo chciałam żebyście sami zgadli :* Podpowiedź jest to siatkarz :P 
Do następnego. ;)