Pezet - Nieważne

sobota, 28 listopada 2015

Ogłoszenie!

Chciałabym ogłosić iż rodział będzie pojawiał się raz na dwa tygodnie, ponieważ teraz mam natłok sprawdzianów i kartkówek i jeszcze mam dużo zaległości, bo nie byłam przez półtora tygodnia w szkole, a piszę jeszcze jednego bloga i nei wyrabiam :/
Także rozdział pojawi się za tydzień ;)

niedziela, 22 listopada 2015

Rozdział 18

*** Fabian ***

Po telefonie od Julki ubrałem sie i wyszedłem z mieszkania. W duchu cieszyłem się, że zgodziła się na to spotkanie. Byłem prawie pewny, że nie zgodzi się. A jednak! Może szczęście sie w końcu do mnie uśmiechnęło? Może to ta chwila, aby w końcu mi wybaczyła? Z dobrym nastawieniem szedłem w kierunku parku. Po około 20 minutach byłem na miejscu. Czekałem tam 10 minut - nie przychodziła, 30 minut - to samo, w końcu po 45 minutach wkurzyłem się odszedłem z tamtąd. Nurtowało mnie tylko jedno pytanie. Dlaczego nie przyszła? Czyżby mnie wystawiła? To miała być jakaś zemsta na mnie? Albo może chciała mi tym coś udowodnić? Jest jeszcze opcja, że nie mogła przyjść, bo np. ktoś do niej w odwiedziny przyjechał, ale przecież jakby tak było to zadzwoniłaby do mnie i powiedziała mi, że rodzina do niej przyjechała i nie może się spotkać. Próbowałem się do niej dodzwonić, ale niestety nie odbierała. W końcu po 10 razie poddałem się. Wróciłem do domu i zastanawiałem się co mogło zatrzymać Julkę. Żeby upewnić się w przekonaniu, że Julkę ktoś odwiedził chciałem zadzwonić do Mai, ale przypomniałem sobie, że nie mam do niej numeru. Wybrałem, więc numer do Marko.
- Hallo?
- Hej, Marko. Mam do ciebie sprawę.
- Jaką?
- Podałbyś mi numer do Mai?
- Jasnę, wyślę ci go sms-em.
- Okej, dzięki.
- Spoko, pa.
- Pa.
Pożegnałem się z Serbem i niecierpliwie czekałem na sms-a. W końcu po kilku minutach Marko wysłał mi numer do jego dziewczyny.Szybko wybrałem go i już po chwili dzwoniłem do przyjaciółki Julki. Po 4 sygnałach odebrała.
- Hallo?
- Hej, Maja. Z tej strony Fabian. Mogłabyś mi dać do telefonu Julkę?
- Ale Julki teraz nie ma w domu.
- Jak to? - zdziwiłem się.

*** Maja ***

Oglądałam właśnie telewizję, kiedy zadzwonił mój telefon.  Poszłam zobaczyć kto dzwoni. Dzwonił jakiś numer, którego nie mam zapisanego w kontaktach. Postanowiłam odebrać, bo mogło to być coś ważnego.
- Hallo? - powiedziałam zaraz po odebraniu połączenia.
- Hej, Maja. Z tej strony Fabian. Mogłabyś mi dać Julkę do telefonu?
- Ale Julki teraz nie ma w domu.
- Jak to?
- No tak, że ona wyszła na spotkanie  z tobą.
- Ale my sie wcale nie spotkaliśmy.
- Jak to? Czyli nie byliście wcale umówieni?
- Nie. Byliśmy umówieni i ja czekałem na nią w parku dobre 45 minut, ale ona wcale nie przyszła.
- Dziwne.
- Myślisz, że mogłoby się jej coś...
- Nie kończ! - szybko mu przerwałam. - Tak poza tym to co cię to interesuje? Przecież jej nienawidzisz! - niemalże wykrzyczałam ostatnie zdanie.
- Maja  to nie tak!
- A jak?
- Wytłumaczę ci, ale to nie jest rozmowa na telefon.
- Ehh... no dobra. Spotkajmy się za 30 minut u ciebie.
- Dobra, czekam na ciebie.
Nic nie odpowiedziałam siatkarzowi, tylko rozłączyłam się. Poszłam do pokoju przebrać się i już po 5 minutach ubierałam buty. Wyszłam z mieszkania i ruszyłam w kierunku domu rozgrywającego. Po około 15 minutach byłam u celu. Weszłam na odpowiednie piętro, zapukałam pod odpowiednie drzwi i już po chwili znajdowałam się w domu Drzyzgi.
- Hej.
- Cześć.
- Co tam u ciebie? - spytał nerwowo siatkarz.
- Fabian, przejdź do rzeczy.
- Bo to nie tak jak myślisz.
- To już wiem. Teraz mi wytłumacz jak jest.
- Więc zacznę może od dzieciństwa. Kiedy miałem 9 lat Julka wprowadziła się do domu na przeciwko mnie. Razem z rodzicami poszedłem  w odwiedziny do niej i jak ją zobaczyłem to zamarłem.... - Fabian przerwał na chwilę.
- Ale czemu?
- Bo... - dokończył swoją opowieść.
- I zamiast powiedzieć jej prawdę ty  postanowiłeś ją znienawidzić? - spytałam ironicznie.
- Tak było prościej. Zrozum mnie.
- Fabian nie umiem ciebie zrozumieć.
- A ty co byś zrobiła namoim miejscu?! - podniósł trochę głos.
- Na pewno powiedziałabym prawdę i nie krzycz na mnie. - powiedziałam spokojnym tonem.
- Przepraszam.
- W takim razie czemu teraz jej nienawidzisz? - to było niezrozumiałe dla mnie.
- Bo tak jest dla mnie łatwiej. Wszycy dookoła mówili, żebym odpuścił jej, ale ja byłem uparty i dalej w to brnąłem, a kiedy zrozumiałem swój błąd było już za późno. Dopiero niedawno uświadomiłem sobie, że tak naprawdę kocham ją. Nawet nie wiesz jak bardzo chcę tego, aby Julka mi w końcu uwierzyła.
- Ale chyba nie dziwi cię to, że ona ci nie wierzy?
- No niby nie i dzisiaj chciałem się z nią spotkać i jeszcze raz przekonać, ale ona nie przyszła.

Porozmawiałam jeszcze chwilę z Drzyzgą i poszłam do domu. W trakcie drogi ktoś do mnie zadzwonił.

*** Julka ***

Próbowałam powoli otworzyć oczy, ale co mi się udało otworzyć to od razu je zamykałam, bo światło w miejscu, w ktorym byłam oślepiało mnie.
- Gdzie ja jestem? - wyszeptałam.
- Spokojnie, jest pani w karetce. - powiedział męski głos.
- Jak to w karetce? - powiedziałam juz bardziej przytomna.
- Miała pani wypadek. Potrącił panią samochód. Sprawca wypadku jest tam i przesłuchuje go właśnie policja. - wskazał na miejsce gdzie stało dwóch policjantów z jakimś mężczyzną.
- Dobrze, a jakie mam obrażenia?
- Ma pani złamaną lewą rękę, liczne siniaki i zadrapania no i była pani nieprzytomna przez jakieś 20 minut, ale skoro pani się już obudziła to nie ma potrzeby jechać z panią do szpitala, ale musi pani przyjść za tydzień do kontroli.
- Dobrze, dziękuję.
- Proszę.

Po rozmowie z lekarzem wyszłam z karetki i udałam sie w stronę rozmawiającego sprawcy z policją. Kiedy byłam już na tak bliskiej odlległości, że mogłam  zobaczyć kto mnie potrącił, zamarłam. Mogłam się w sumie spodziewać, że za tym stoi ON, ale myślałam, że sobie odpuścił. Widocznie pomyliłam się. Nie myśląc nad tym co robię rzuciłam się na niego. Biłam go pięścią w klatkę piersiową i krzyczałam.
- Jak ty mogłeś to zrobić? Mogłam przez ciebie zginąć! Ninawidzę cię, rozumiesz?!
Chłopak nic nie mówił, tylko głupio śmiał się, a funkcjonariusze odciągnęli mnie od niego.
- Prosze pani, niech pani uda się ze mną teraz do samochodu, pojedziemy na komisariat i złoży pani zeznania, dobrze?
- Dobrze. - powiedziałam już łagodnym tonem. Poszłam razem z policjantem do radiowozu i pojechaliśmy na komisariat. Po około 40 minutach byliśmy na miejscu. Wysiedliśmy z auta i weszliśmy do środka budynku. Przeszliśmy do jednego z pokoi. Funkcjonariusz zasiadł za biurkiem, a mi wskazał miejsce na przeciwko siebie. Zasiadłam tam, a policjant zaczął przesłuchanie.
- Więc, jak już zauważyłem zna pani pana Grzegorza Staniszewskiego.
- Tak, znam.
- I chyba nie macie państwo za dobrych relacji?
- No jak pan widział, nie.
- A skąd pani go zna?
- Kiedyś jak mieszkałam w innej części Rzeszowa to Grzesiek był moim chłopakiem. Rozstaliśmy się głównie z tego powodu, że Grzesiek zaczął ćpać i czasami pod wpływem narkotyków potrafił mnie uderzyć.
- Dobrze, a czy po tym jak się państwo rozstali to pan Staniszewski nachodził panią?
- Chwilę po tym dzwonił, przepraszał, mówił, że to się już nie powtórzy, ale ja mu nie wybaczyłam. Później milczał i od jakiegoś czasu nachodzi mnie regularnie.
- Dobrze, w sumie to tyle co chciałem wiedzieć.
- A co będzie z Grześkiem?
- Na razie zostanie zatrzymany na 48 godzin w areszcie, a potem prokurator zdecyduje co dalej.
- Dobrze, dziękuję panu.
- A! Pani Julio?
- Tak?
- Mógłbym dostać na panią jakieś namiary, żebym mógł informować panią co dalej w sparwie?
- Oczywiście.
Zapisałam policjantowi mój numer telefonu, pożegnałam się z nim i wyszlam z komisariatu.


***********

No hej kochani :D
Jak widzicie Julce nic się takiego nie stało ;)
Jak myślicie czemu Fabian nienawidził tak bardzo Julki? 
Macie jakieś pomysly? :D
Podzielcie się nimi w komentarzach :*

Ps. Szkoda, że tak mało osób skomentowało poprzedni rozdział :/
Mam nnadzieję, że tym razem będzie lepiej :)
Zachęcam was  do komentowania, bo to bardzo mocno mnie motywuje do dalszego pisania ;)

Pozdrawiam i do następnego kochani :*** 

niedziela, 15 listopada 2015

Rozdział 17

*** Julka ***

Następnego dnia wyjechaliśmy około godziny 11:00. Było ślisko na drogach dlatego Oskar jechał ostrożnie i droga do domu przedłużyła nam się o nieco ponad godzinę. Przez całą drogę rozmawialiśmy, śmialiśmy się itp. W pewnym momencie Oskar przycichł.
- Ej, kotek co jest?
- Co? Nie, nic. Zamyśliłem się tylko.
- Nie okłamuj mnie.
- Ehh... Bo jest taki mały problem.
- Jaki?
- Bo coś mi wypadło i nie mozemy jechać do mnie.
- Dlaczego?
- Bo muszę coś załatwić. - powiedział, a ja widziałam po nim, że się denerwuje.
- No, ale nie możesz mi tego powiedzieć?
- Właśnie o to chodzi, że nie.
- Eh... to w takim razie zawieź mnie do domu.
Resztę drogi pokonaliśmy w ciszy. Byłam trochę na niego zła, bo widziałam po nim, że coś ukrywa przede mną. Tylko teraz co? Co jest tak ważnego, że w święta musi to robić? Czemu mi nie powie co musi załatwić? Nie podoba mi sie to, że Oskar ukrywa coś przede mną.  Z głową pełną myśli i pytań na które nie znam odpowiedzi po około 10 minutach podjechaliśmy pod mój blok. Wysiedliśmy z auta, chłopak zaniósł moje rzeczy do środka, pożegnaliśmy się i Oskar odjechał.Byłam sama w domu, bo Maja miała przyjechać pod wieczór. Nudziłon mi się, więc postanowłam rozpakować walizkę. Słuchawki podłączyłam do telefonu, włączyłam swoją ulubiona playlistę i po chwili już rozpakowywałam swoje rzeczy.

*** Maja ***

Wstałam parę minut po ósmej, żeby się wyszykować i od razu spakować, bo wieczorem wyjeżdżam, a przed tym jeszcze umówiłam się z Adrianem. Postanowiłam nie stroić się za bardzo, bo przecież idę tylko na spotkanie z dawnym znajomym z liceum. Wzięłam ubrania i poszłam do łazienki, umyłam się, pomalowałam lekko, uczesałam ( czyt. związałam włsoy w koński ogon ) i po około godzinie była gotowa.



Zeszłam na dół i udałam się w kieunku kuchni.Gdy tam już dotarłam moja mama akurat stawiała talerz z kanapkami na stole.
- O, córuś już wtsałaś, siadaj zrobiłam ci kanapki.
- Dziękuję, mamo.
- A gdzie się tak wystroiłaś? 
- Co? Nigdzie się nie wystroiłam. 
- No nie... Dla kogo tak się wystroiłaś? 
- Mamo! Dla nikogo. -powiedziałam z wyrzutem 
- Ehh.. jak tam chcesz, ale ja wiem swoje, pamiętaj. - zaśmiała się. Na tą wypowiedź głęboko westchnęłam i przewróciłam teatralnie oczami. 
- Dobra, a teraz an serio, to idziesz gdzieś?
- Tak, umówiłam się z Adrianem zanim pojadę. 
- Tylko ty pamiętaj, że w Rzeszowie masz chłopaka. 
- No wiem przecież... Poza tym to ja idę na spotkanie z dawnym znajomym, z którym się długo nie widziałam, a nie na randkę. 
- No ja mam taką nadzieję.
- Oja mamo, mamo. 

Po skończonym posiłku poszłam umyć zęby i wyszłam. Z Adrianem miałam spotkać się dopiero za 15 minut w kawiarence za rogiem. Ruszyłam więc wolnym krokiem w tamtym kierunku. Po niecałych 10 minutach chciałam otworzyć drzwi, ale ktoś mnie wyprzedził. Tym kimś okazał się Adrian. Przywitaliśmy się, usiedliśmy do stolika i zaczęliśmy rozmawiać. Chwilę później przyszła do nas kelnerka, złożyliśmy zamówienie i kontynuowaliśmy naszą rozmowę. 
- To co ty teraz robisz? Pracujesz gdzieś? - spytał Adrian.
- Aktualnie to nigdzie nie pracuję, tylko studiuję. Po studiach dopiero chcę iśc do jakiejś pracy, A teraz ty opowiedz coś o sobie. - uśmiechnęłam się do niego.
- Dużo to u mnie się nie pozmieniało. Dalej mieszkam w Rzeszowie, tylko w innej części miasta. Mam dziewczynę. Ma na imię Dominnika. Mam swój wrasztat samochodowy. No i to w sumie tyle o mnie. Ty masz swoją drugą połówkę?
- Mam. - na wspomnienie o Marko mimowolnie się uśmiechnęłam.
- A gdzie on jest?
- W Serbii.
- W  serbii? Czemu?
- Pojechał na święta do rodziny, do Serbii, bo jest Serbem.
- Ooo... to nieźle... A czemu mieszka w Polsce? 
- Ma kontrakt z klubem.
- Oo... czyli sportowiec?
- Tak. 
- A dokładniej to kto? 
- Siatkarz.
- No to sobie chłopaka wybrałaś. - zaśmiał się. Pogadaliśmy jeszcze dobrą godzinę, umówiliśmy się na kawę w Rzeszowie i poszłam do domu mojej mamy, bo przecież za niedługo miałam wyjeżdżać do Rzeszowa.

*** Fabian ***

Nad ranem wymyśłiłem jeszcze, że ostatni raz do niej zadzwonię i porozmawiam z nią. Jeżeli to nie pomoże to mam jeszcze plan B. Postanowiłem, że zadzwonię do niej po obiedzie. Mam nadzieję, że humor jaki teraz mam nie zepsuje się, a nawet będzie lepszy do końca dnia. Po zjedzeniu śniadania i ogarnięciu się zadzwoniłem do swojego przyjaciela. 
- Halo?
- Hej Niko, co tam?
- A dobrze, a coś się stało, że dzwonisz?
- Tak... Nie... W sumie to chciałem się tylko spotkać. 
- Nie dam rady.
- Czemu? 
- Zapomniałeś, ze jestem teraz w Bułagarii?
- A no tak! Spoko to zadzwonię do Igły.
- Okej, pa. 
- Pa. - rozłączyłem się z przyjmującym i wybrałem numer do Krzyśka.
- No cześć, Krzysiu. Powiedz proszę, że jesteś w domu. - powiedziałem chwilę po tym jak odebał telefon. 
- Nooo.... jestem...
- Możesz się spotkać? Muszę z kimś pogadać. 
- No dobra. Za 15 minut będę u ciebie. 
- Okej, czekam. 
Rozłączyłem się z libero i czekałem na niego. Jak Igła powiedział, tak też zrobił i już po 15 minutach był u mnie.
- No hej,  Igła wchodź! - zaprosiłem siatkarza do środka. 
- Fabian co się dzieje? 
- Muszę z tobą pogadać.
- Mam się bać? -spytał z udawanym strachem.
- Nie. - zaśmiałem się. Wraz z Krzyśkiem przeszliśmy do salonu i opowiedziałem mu o moim planie. 

*** Julka *** 

Rano obudziłam się około godziny 8:00. Wzięłam ubrania z szafy i poszłam do łazienki ubrać się, 


Włosy związałam w kłosa i zrobiłam lekki makijaż. Poszłam do kuchni gdzie siedziała już Maja. Pogadałyśmy sobie trochę, tak jak zanim poszłyśy na studia. Obu nam tego brakowało. W pewnym momencie zadzwonił mój telefon. Nie patrząc to to odebrałam. 
- Hallo?
- Hej, Julka. Możemy się spotkać? Proszę. Wiem, że mnie nienawidzisz, ale proszę cię o tylko jedno spotkanie. 
- Fabian, ostatnie spotkanie. 
- Okej, to widzimy się za 30 minut w parku. 
Nie odpowiadając nic rozłączyłąm się. Powiedziałam Majce kto dzwonił, ubrałam się i wyszłam. Szłąm sobie spokojnie. Na zielonym świetle weszłąm na pasy. Nagle poczułam mocne uderzenie. Co się działo potem nie pamiętam.


******

No ten, tego... To ja może już sobie pójdę :D
A  tak na serio to jak wam się podoba rozdział?
Jak myślicie co Oskar ukrywa? 
I jaki plan ma Fabian? 

Komentujcie, bo to motywuje :* 

Ps. Przepraszam, że tak późno dodałam ;/




niedziela, 1 listopada 2015

;/

Kochani, przepraszam was, ale nie uda mi się napisac dzisiaj rozdziału ;/

niedziela, 25 października 2015

Rozdział 16

Chłopak po niecałej godzinie był już pod domem moich rodziców. Już na samym wejściu miło mnie zaskoczył, bo gdy poszłam otworzyć drzwi to zamiast Oskara zobaczyłam wielkiego, pluszowego misia.


Po chwili zza niego wyskoczył mój chłopak. 
- Wesołych Świątk, kochanie! 
- Dziękuję. Ja też coś dla ciebie mam, chodź.
Zaprowadziłam go do pokoju i najpierw się z nim przywitałam tak jak należy.
- Mmm..... takie powitania to ja mogę mieć codziennie.
- Hah, chciałbyś.
Podeszłam do szafy i wyciągnęłam prezent dla niego. 
- Wesołych Świąt, skarbie. 
Wręczyłam mu pudełko, a w nim był album z naszymi wspólnymi zdjęciami i słuchawki. 

- Dzięuję kochanie. Prezent jest śliczny. 
Chłopak podszedł do mnie i złożył na moich ustach namiętny pocałunek. 
- A teraz chodź na dół do rodziców porozmawiać z nimi trochę i potem jedziemy do twoich. 
- Ehh... No dobrze. 
Chłopak westchnął, złapał mnie za rękę i zeszliśmy na dół.
- O córuś chodźcie na obiad.
- Już idziemy. 
Przeszliśmy z Oskarem do jadalni. Usiedliśmy na swoich miejscach i juz po chwili jedliśmy przygotowany przez moją mamę obiad. 
- To opowiadajcie jak wam się układa? Jak się poznaliście? 
- Układa nam się bardzo dobrze, a poznaliśmy sie na uczelni. - odpowiedział krótko Oskar na pytanie mojej rodzicielki.
- A od kiedy jesteście razem? Macie już jakieś plany na przyszłość?
- Mamo, co to za przesłuchanie?
- Jakie przesłuchanie? Ja tylko chcę wiedzieć.
- Ehh... Jesteśmy razem od końcówki listopada. Nie mamy żadnych planów na przyszłośc, bo jeszcze o tym nie rozmawialiśmy i koniec już tych pytan.
- Dobrze. Jak chcesz,
Po zjedzonym posiłku porozmawialiśmy jeszcze chwilę i stwierdziliśmy, że będziemy już się zbierać. 
- My już będziemy jechać.
- Co? Ale dlaczego? Przecież jest 17:00 dopiero. - odezwał się mój tato.
- Wiemy, ale jedziemy jeszcze do rodziców Oskara.
- W takim razie pozdrówcie ich i jedźcie ostrożnie.
- Dobrze tato. Do zobaczenia. 
Pożegnaliśmy się z moimi rodzicami, Oskar poszedł jeszcze po moją walizkę i ruszyliśmy w drogę do domu rodziców Oskara. Droga minęła nam w świetnej atmosferze. Rozmawialiśmy, opowiadaliśmy kawały, śpiewaliśmy. Nawet nie wiem kiedy minęła nam ta godzina. Podjechaliśmy pod dom rodziców mojego chłopaka. Mama Oskara stała już w oknie i czekała prawdopodobnie na nas. Wysiedliśmy z samochodu i ruszyliśmy do domu. Nie zdążyliśmy podejść nawet do drzwi, a te już się otworzyły, a w nich stanęła starsza pani. Zgaduję, że mama Oskara. 
- O Oskar już jesteście. Wchodźcie kochani. 
Starsza kobieta podeszła najpierw do swojego syna i się z nim przywitała, a potem do mnie. 
- Dobry wieczór. Julia Ruśiewicz.
- Witam cię dziecko drogie. Jaka ty ładna jesteś. 
- Dziękuję pani bardzo.
- Jaka pani? Mów do mnie mamo albo po prostu Basia.
Zaskoczyło mnie to, że Oskara mama na wstępie powiedziała mi, że mogę do niej mówić " mamo ". 
- Dziękuję pa... to znaczy mamo.
- Ależ nie masz za co. Oskar mi dużo o tobie opowiadał.
- Mam nadzieję, że nic złego o mnie nie mówił. - zaśmiałam się. - A tak właściwie to gdzie on jest? - spytałam kiedy zobaczyłam, że Oskara z nami nie ma.
- Nie musisz się o to martwić. Mówił jaka ty ładna, miła i mądra jesteś. Nie powiedział na ciebie żadnego złego słowa. A mój syn poszedł chyba gdzieś ze swoim ojcem.
- Bardzo dobry kontakt mają widzę.
- To prawda. W dzieciństwie kiedy mąż musiał zrobić coś na podwórku to Oskar szedł razem z nim. A teraz muszę cię przeprosić, ale muszę iść do kuchni zrobić kolację. 
- To ja pomogę.
- Ależ nie rób sobie kłopotu. Poza tym jesteś naszym gościem. 
- Ale ja chciałabym pani pomóc.
- No dobrze. Jak chcesz to pokrój pomidory. 
- Dobrze. 
Wraz z panią Basią rozmawiałyśmy o różnych rzeczach, ale najczęściej to ona opowiadała różne, śmieszne sytuacje z dziecieństwa swojego syna. Było bardzo miło. W końcu po godzinie kolacje była gotowa. 
- To ja pójdę po chłopaków. 
- Dobrze. Sprawdź w garażu powinni tam być. 
- Dobrze.
Tak jak powiedziała mi mama Oskara tak też zrobiłam. Starsza kobieta miała rację chłopcy byli w garażu i robili coś przy samochodzie. 
- O Julkka.
- No hej, przyszłam zobaczyć co robicie i zawołać was na kolację.
- Zaraz przyjdziemy.
- Okej.
Poszłam do jadalni gdzie była juz mama studenta.
- I jak? Byli w garażu?
- Tak, robili coś przy aucie i powiedzieli, że zaraz przyjdą. 
- Dobrze, w takim razie chodź, siadaj do stołu.
Zrobiłam to co Basia mi kazała. Oskar wraz z panem Marcinem przyszli chwilę po tym jak usiadłam do stołu.
- To tak ładnie jeść kolację bez nas? - spytał mój chłopak.
- Oczywiście, że nie, dlatego czekałyśmy na was, - zaśmiałam się. Gdy wszyscy już siedzieli przy stole zaczęliśmy jeść. Po zjedzonej kolacji zasiedliśmy na kanapie w salonie i rozmawialiśmy. Około godziny 22:00 zrobiłam się śpiaca dlatego przeprosiłam wszystkich, poszłam wziąć prysznic i poszłam spać.

* Fabian *

Na święta pojechałem do rodziców, do Warszawy. Pojechałem w sumie w szczególności po to, aby odpocząć oraz przemyśleć parę spraw. Mianowicie o Julce. Dać sobie z nią spokój? A może dalej walczyć o nią? Chociaż czy jest sens skoro ona cały czas nie chce mi wybaczyć? Zresztą ona ma chlopaka. Nie wiem już co mam robić. Może jednak powinienem się poddać? Skoro nie zrobiło na niej wrażenia to, że powiedziałem jej prosto w oczy, że ją kocham to ja już nie wiem co zrobi na niej wrażenie. Chociaż... Może i wiem...? Dobra. Próbuję ostatni raz. Jak to nie pomoże to dam jej spokój. Z tym pozytywnym nastawieniem położyłem się spać. Szybko odpłynąłem do Krainy Morfeusza. 


* Maja * 

Pierwsze wspólne święta wraz z Marko postanowiliśmy spędzić osobno. Chłopak chciał abym w drugi dzień świąt przyjechała do niego, do Serbii, ale nie mogłam sobie pozwolić na taki wyjazd.  Na całe szczęście siatkarz zrozumiał to i nie naciskał. Teraz jest godzina 17:30 i jestem na spacerze wraz z mamą, tatą i babcią. Chodzimy sobie po jednym z krakowskich parków. Nie, nie wychowywałam się w Krakowie, tylko moi rodzice przeprowadzili się tutaj jak wyprowadziłam się z domu i zamieszkałam z Julką. 
- Maja? To ty? No nie wierzę! - usłyszałam za sobą w pewnym momencie wołanie. Szybko się odwróciłam i zobaczyłam Adriana, mojego byłego chłopaka jeszcze z czasów liiceum. 
- Adrian! Co ty tu robisz?
- Przyjechałem na świeta do babci. 
- A no tak, bo ty masz babcię w Krakowie.
- A ty co tu robisz? Przecież mieszkasz w Rzeszowie. 
- Przyjechałam do rodziny, bo przeprowadzili się tu po mojej wyprowadzce z domu.
Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, wymieniliśmy się numerami telefonów i wróciłąm wraz z rodziną do mieszkania. 


*********
No je kochani! :D 
Chciałam wam podziękować, że tyle osób czeka na rozdział :)
Bardzo miło jak się czyta te wszystkie komentarze.
I wiecie co?
Przez to , że czytałam te wszystkie pozytywne komentarze to wena mi przyszła i teraz już nie wiem jak to będzie z epilogiem :D Czy będzie tu 20, 25 czy może 30 rozdziałów to już nie wiem :)
Cieszycie się? :3
Jak tak i oczekuję od was, że będą dłuuugie, ciekawe komentarze, bo one motywują podwójnie :)
A i jeszcze jedno ;)
Rozdziały będą co tydzień, ale nie wiem czy w sobotę, czy w niedzielę :) 
Jak nie będzie w sobotę to będzie w niedzielę, a jak nie będzie w niedzielę to albo napiszę wam notkę, że nie wyrobiłam się, albo będzie po prostu za tydzień rozdział ;) 

Ps. Jeżeli jeszcze u kogoś nie nadrobiłam zaległości to niech mi napisze w komentarzu, bo być może zapomniałam :) 
Ps. 2 Jeżeli są jakieś błędy to przepraszam, ale nie sprawdzałam ;) 
Także do następnego :*

sobota, 17 października 2015

Rozdział 15

Do hotelu wróciliśmy około 18:00. Woda mnie trochę ocudziła i nie byłam już aż tak śpiąca jak przed wyjściem na plażę. Razem z Oskarem postanowiliśmy obejrzeć film pt. ,, Więzień labiryntu ". Po dwóch godzinach seans skończył się. Zrobiłam się śpiąca, więc zaraz po umyciu się położyłam się do łóżka. Już prawie zasypiałam kiedy poczułam jak materac ugina się pod ciężarem ciała chłopaka.
- Dobranoc śliczna. - powiedział i pocałował mnie w czoło.
- Dobranoc, kochanie.
- To ty jeszcze nie śpisz? - zdziwił się.
- Zasypiałam, ale mnie obudziłeś.
- Przepraszam.
- Nic się nie stało. Śpij już.
- Dobranoc.


Rano obudziłam się o 9:00. Byłam sama w łóżku. Słyszałam z łazienki lecącą wodę co oznaczało, że Oskar bierze prysznic.
Po śniadaniu poszliśmy zwiedzać Hiszpanię. Nie powiem, pięknie tu jest. Te widoki zapierają dech w piersiach. Około 21:00 wróciliśmy. I tak jak stałam, padłam na łóżko, i momentalnie zasnęłam.

Następnego dnia obudziło mnie czyjeś gadanie, a dokładnie Oskar rozmawiał z kimś przez telefon.
- Tak, będziemy napewno.
- ...
- Jesteśmy w Hiszpanii od jakiś dwóch dni.
- ...
- Dobra. Też Cię kocham, pa. - rozłączył się. - O już nie śpisz? Dawno temu wstałaś?
- Kilka minut temu. Z kim rozmawiałeś?
- Z Eweliną, moją kuzynką.
- Okej.
- Kotek, zbieraj się i idziemy do sklepu.
- Po co? - zdziwiłam się.
- Musimy kupic jakiś prezent ślubny dla Ewki.
- Czekaj, bo nie rozumiem.
-  Bo idziemy na ślub Eweliny.
- Co? Ale jak to?
- No normalnie.
- I czemu ty mi wcześniej o tym nie powiedziałeś?
- Bo to miała być niespodzianka.
- Jesteś niemożliwy, wiesz? - wstałam, podeszłam do niego i pocałowałam go.
- No idź już. - pośpieszył mnie, kiedy oderwaliśmy się od siebie.
- No, dobrze.
Poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, włosy jakoś upięłam i po 30 minutach byłam gotowa do wyjścia. Zeszliśmy z Oskarem na śniadanie. Już od około godziny 10:00 chodziliśmy po sklepach i zastanawialiśmy się co by tu kupić młodej parze.  W końcu po 4 godzinach wybraliśmy odpowiedni prezent.



Okzało się, że za 2 dni jest ślub. No pięknie! Za 2 dni ślub, a ja nie mam żadnej sukienki do ubrania. 
- Misiuuu.... - zwróciłam się do chłopaka słodkim głosem.
- Co chcesz?
- Bo wiesz... Ty planowałeś przyjazd tutaj i to jeszcze na ślub, a ja nie mam nawet sukienki. 
- Dlatego idziemy jeszcze tutaj. 
Wskazał na sklep obok. Zaraz po wejściu do sklepu spodobała mi się ta sukienka:


Wybór sukienki poszedł mi bardzo szybko, ale z wyborem butów było gorzej. Byliśmy w 9 różnych sklepach. W końcu w dziesiątym sklepie udało mi się coś konkretnego wybrać. 


Wiedziałam, że w nich długo na tym ślubie nie pochodzę, ale na szczęście miałam jeszcze ze sobą baletki.

* 20 grudnia - powrót * 
Do Polski wracaliśmy w bardzo dobrych nastrojach. " Wakacje " były udane. Byliśmy na ślubie Eweliny. Był cudowny. Pięknie przystrojona sala z widokiem na morze. Zorganizowane to wszystko było bardzo fajnie. Teraz siedzimy w samolocie z Oskarem i wracamy do Polski. 

5 godzin później

Jesteśmy już u mnie w domu i oglądamy film. W sumie to tylko ja oglądam, bo Oskar już od dawna śpi. Ja chyba zrobię to samo. Zdjęłam ostrożnie głowę chłopaka z moich kolan i poszłam się umyć. Szybki prysznic i już po 20 minutach byłam odświeżona.  Poszłam do salonu zgasić telewizor, ale on był już zgaszony, a Oskara nigdzie nie było. Poszłam więc do sypialni. Mój chłopak tam był i smacznie sobie spał. Poszłam w jego ślady i już po 10 minutach oddałam się Krainie Morfeusza. 

* 24 grudnia *

Siedzę właśnie przy wigilijnym stole i wraz z rodziną jemy kolację wigilijną. Razem z Oskarem stwierdziliśmy, że ja pojadę do swojej rodziny, a on do swojej i w pierwszy dzien świąt przyjedzie, spędzimy trochę czasu z moją rodziną, a potem pojedziemy do jego rodziny. No i drugi dzień świąt spędzimy sami u niego w mieszkaniu. 
Dosłownie przed chwilą skończyliśmy jeść kolację i teraz przyszedł czas na dawanie prezentów. Najpierw podeszłam do mamy i dałam jej piękny naszyjnik w kształcie serca. 


Mama natomiast kupiła mi prześliczny T - shirt.


Następnie podeszłam do taty i wręczyłam mu zegarek. 


On mi zaś kupił zestaw biżuterii.




No i na koniec została mi młodsza siostra. Dałam jej płytę jej ulubionego zespołu muzycznego, a ona mi dała poduszkę. A poszewka była zrobiona ze zdjęć z naszego dzieciństwa. To był chyba najpiękniejszy prezent jaki dostałam. 
Równo o 0:00 byliśmy w kościele na psterce. Około 1 w nocy wróciliśmy do domu. Porozmawialiśmy, powspominaliśmy stare czasy i po około 2 godzinach zbieraliśmy się do snu. 
Rano obudził mnie dzwoniący natarczywie telefon. Po około 5 minutach odebrałam. 
- No wreszcie odebrałaś! Już myślałem, że coś ci się stało.
- Co? Czemu miałoby mi się coś stać? - powiedziałam zaspanym głosem. 
- Bo jest już 12:30, a miałaś dzwonić o 10:00 i mi powiedzieć o której mam być. 
- Co!? Już tak późno?! Bądź za godzinę.
- Okej, pa skarbie.
- Pa.
Szybko się rozłączyła, wzięłam ubrania i pobiegłam do łazienki. O dziwo po 15 minutach była gotowa. Zeszłam na dół do kuchni, a tam już mama siedziała.
- O, córuś już wstałaś. Chodź zrobiłam ci śniadanie. 
- Ale mamo, ja mam ręce i zrobiłabym sobie sama. Naprawdę, nie musiałaś.
- Ale chciała, a teraz chodź jeść. 
- No dobrze. 
Po skonczonym posiłku posprzątłam po sobie, a moja mama w pewnym momencie zapytała:
- I jak tam z Fabianem ci się układa? 
- Że co? Jakim Fabianem?
- No Drzyzgą.
- Mamo, przecież ja z nim nie jestem.
- No wiem przecież, ale chodzi mi o to jakie macie relacje. Dobre? Złe?
- Takie jak wcześniej.
- Naprawdę? Myślałam, że już się pogodziliście. Przecież tyle lat się znacie.
- Ale jak widać nigdy się nie dogadamy. I już możemy na ten temat nie rozmawiać?
- Oczywiście córeczko.

Po tej krótkiej rozmowie poszłam do siebie i czekałam na Oskara.

***********

Po bardzo długiej przerwie powracam do was :D
Wiem, że rozdział nie jest jakiś nie wiadomo jaki, ale brak weny oraz czasu i musicie mnie zrozumieć :/
Tak w ogóle to został tu jeszcze ktoś? 
Jak tak to proszę was bardzo o opinię tego rozdziału w komentarzach.
A i jeszcze jedno.
Powoli zbliżamy się do końca tej historii :(
Jeszcze postaram się napisać max 10 rozdziałów + epilog, ale jak mi wena nie przyjdzie to będzie tylko 5 rozdziałów + epilog ;) 
Ciężko mi będzie się z tą historią żegnać, no ale cóż... trzeba :/ 
Postaram się być już regularna i co sobotę dodawać tutaj rozdział :*
Jeżeli są jakieś błędy to przepraszam, ale nie sprawdzałam :) 





piątek, 18 września 2015

:(

Smutna minka nie zwiastuje raczej nic dobrego wiecie o tym pewnie :/
Niestety muszę was bardzo przeprosić, ponieważ nie uda mi się dodać rozdziału jutro czy w niedzielę :( Wiem, że was zawiodłam :/ Zresztą nie tylko was, bo samą siebie też i to bardzo :(
Już wam tłumaczę dlaczego.
Otóż od poniedziałku do środy nie miałam głowy do pisania :/
W czwartek, czyli wczoraj miałam tak zwane " kocenie " w internacie.
A dzisiaj byłam na zawodach i jestem tak zmęczona, że nie mam na nic siły :( Jeszcze ostatnimi czasy nie mam wcale weny :(
Przepraszam was jeszcze raz :/
Nie wiem kiedy dodam coś tutaj. Być może za tydzień, a być może później. Niestety szkoła ważniejsza :(
Także do zobaczenia kiedyś tam! :)

niedziela, 13 września 2015

Rozdział 14

- Z kim się znowu założyłeś?
- Nie rozumiem.
- Pytam z kim się założyłeś o to, że wyznasz mi miłość?
- Z nikim, Julka ja...
- Wiesz co? Mam tego dość. Mam dość, że najpierw jesteś taki arogancki wobec mnie, potem zakładasz się z kolegami, że pogodzisz się ze mną, jeszcze ta akcja co była w galerii.Od dwóch dni nawet nie patrzysz na mnie ze wściekłością w oczach. Co? Myślałeś, że ja tego nie widzę? - spytałam, kiedy rozgrywający zrobił wielkie oczy. - Skąd mam mieć pewność, że mówisz prawdę? Za dużo razy dałeś mi do zrozumienia, że mnie nie nawidzisz. A teraz przepraszam zajęta jestem.
Nie czekając na jego odpowiedź zamknęłam drzwi.
Musiałam mu to w końcu powiedzieć. Nie miałam pewności, że to nie jest jakiś kolejny zakład. Okej, zrobiło mi się cieplej na sercu, ale co z tego? Co z tego, że w tamtym momencie wszytkie uczucia do niego odżyły? Byłam niemal pewna, że to jest jakiś kolejny żart czy zakład. Nawet gdyby była to prawda to ja jestem z Oskarem, kocham go i nic ani nikt tego nie zmieni.
Z moich przemyślen wyrwał mnie dzwonek do drzwi.
- Zmiana planów. Nie jedziemy jutro, tylko dzisiaj. Spakowana? - spytał w drzwiach Oskar.
- O cholera.
- Eh... Co ja się z tobą mam? - zapytał z uśmmiechem i pocałował w mnie w czoło. - Chodź, pomogę ci. - powiedział i pociągnął mnie za rękę w stronę sypialni.
- O której w ogóle wyjeżdżamy?
- O pierwszej w nocy.
- A która teraz jest?
- 20:53.
- Co?! Czemu ty mi wcześniej nie poweidziałeś, że jedziemy dzisiaj?
- W sumie to ajk wyjedziemy to będzie już jutro. - zaśmiał się.
- Oskar...
- No dobra... Sam się niedawno dowiedziałem. Mówiłem ci jeszcze przez telefon przecież, że zmiana planów.
- Już niech ci będzie.

Oskar pomógł mi w pakowaniu i już po 2 godzinach byłam spakowana.
- Dobra, skoro spakowana jestem to idę się odświeżyć.
- Okej, idź.

W drodze do łazienki zachaczyłam jeszcze o mój pokój z którego wzięłam przyszykowane wcześniej ubrania.


Była godzina 23:00. Do wyjazdu miałam jeszcze jakieś 2 godziny. Postanowiłam zatem wziąć długą kąpiel.

Po około godzinie stwierdziłam, że najwyższy czas już wychodzić. Wytarłam się ręcznikiem, założyłam przygotowane wczęniej ubrania, zrobiłam makijaż, a  z włosów zrobiłam sobie kłosa i gdy już miałam wychodzić rozległo się pukanie do drzwi łazienki. Otworzyłam je, a przed nimi stał Oskar.
- No nareszcie. Ile można siedzieć w łazience?
- Oj tam. 
- Nie oj tam, tylko tak. Już gotowa jesteś?
- W sumie to tak. 
- Okej, to chodź, bo jeszcze musimy jechać do mnie po rzeczy.
- Dobrze, skarbie.
Założyliśmy buty, kkurtki, czapki itp. i wyszliśmy z mieszkania. Oskar wziął mój bagaż, a ja zabrałam tylko bagaż podręczny. Chłopak wsadził moją walizkę do bagażnika i usiadł na miejscu kierowcy. Ja natomiast zajęłam miejsce pasażera. Ruszliśmy w kierunku mieszkania Wiśniewskiego. Po 20 minutach byliśmy na miejscu. Oskar poszedł po swój bagaż, a ja zostałam w aucie. W koncu po kilku minutach chłopak przyszedł.
- Stęskniłam się za tobą. - powiedziałam szczerze.
- Tak szybko? Nie było mnie zaledwie 5 minut. - zaśmiał się. 
- No i co z tego? 
- Kocham Cię.
- Ja ciebie też, Miśku, a teraz już jedź. 
- Co ty taka niecierpliwa?
- Zawsze taka jestem. - wyszczerzyłam się. 
- I za to cię kocham. 
Odpalił silnik i odjechaliśmy spod bloku mojego chłopaka. 
- A tak w ogóle to gdzie jedziemy? - spytałam po około 20 minutach jazdy. 
- Na lotnisko.
- Co? Gdzie ty mnie chcesz wywieźć?! - wystraszyłam się.
- Spokojnie.
- Albo mi powiesz gdzie lecimy, albo masz się zatrzymać i ja wysiadam.
- Ale ty uparta jesteś...
- Więc?
- Lecimy do Hiszpani, zadowolona?
- GDZIE LECIMY?!
- No do Hiszpani. nie cieszysz się?
- Jakbym mogła to bym cię teraz pocałowała.
Chłopak zaśmiał się, a ja sobie coś przypomniałam.
- O cholera. - powiedziałam tylko i zaczęłam przeszukiwać nerwowo torbę.
- Co się stało, kotek?
- Zapomniałam powiedzieć Majce, że jadę z tobą.
- To zadzwoń do niej.
- Telefonu szukam.
- Eh.. leży na masce.
- A no rzeczywiście.
Szybko wykręciłam numer do przyjaciółki. Niestety włączyła się poczta. Spróbowałam drugi raz. Znowu nic. Dzwoniłam jeszcze tak kilka razy. W końcu za 7 razem odebrała.
- Hallo? - powiedziała zaspanym głosem.
- No nareszcie.
- Człowieku jest wpół do pierwszej w nocy. Normalni ludzie o tej porze śpią.
- Jesteś w domu?
- Nie, u Marko, a co?
- A nic. Chciałam cię tylko poinformować, że nie będzie mnie przez tydzień. 
- Okej, pa. - nie rozłączyłam się, bo wiedziałam, że Majka jeszcze śpi. - Zaraz... CO?!
- No nie będzie mnie przez tydzień. 
- Czemu?
- Bo wyjeżdżam.
- Gdzie?
- Do Hiszpani.
- GDZIE JEDZIESZ?! - zareagowała normalnie tak samo jak ja.
- No do Hiszpani.
- Z Oskarem jedziesz?
- No tak, a z kim innym?
- No nie wiem.
- No właśnie. Dobra, bo jesteśmy juz na lotnisku.
- Okej, to pa.
Pożegnałam się z przyjaciółką i wrzuciłam telefon do torebki. Oskar wziął nasze walizki i ruszyliśmy w kierunku lotniska.

Na miejscu byliśmy koło 12:00. Zameldowaliśmy się w hotelu i ruszuliśmy do pokoju. 
- Jak bardzo jesteś zmęczona? - spytał Oskar kładąc ręce na moich biodrach. 
- Bardzo, a co byś chciał? 
- No wiesz.... - mówił całując moją szyję. 
- Nie ma mowy kochanie. - powiedziałam zabierając ręce z moich bioder. 
- Jesteś wredna. - oznajmił oburzony.
- Dzięuję, staram się... Idziemy na plażę, zbieraj się!
- Przecież zmęczona jesteś.
- Oj kotku, kotku. - powiedziałam i pocałowałam go przelotnie w policzek. - Idziesz czy mam iść sama?
- Samej cię nie puszeczę. Jeszcze jakiś Hiszpan mi ciebie zabierze i co wtedy?
- Hmm... Wtedy to pewnie zostawię cię dla niego. - wyszczerzyłam się, lubiłam go drażnić.
- O nie. Tak to my się nie będziemy bawić.
- Ale my się przecież w nic nie bawimy. - uniosłam ręce ku górze. 
- Musisz łapać za słówka?
- Ale....
- Idziemy na tą plażę czy nie?
- No idziemy, idziemy.

Wzięliśmy potrzebne nam rzeczy i wyszliśmy. Plaża była niedaleko hotelu także po 10 minutach byliśmy już na miejscu. Rozłożyliśmy się bardziej na końcu plaży. Wyciągnęłam z torby olejek, nalałam troszkę na rękę i zaczęłam wsmarowywać go w swoje ciało. Po chwili Oskar zaoferował mi swoją pomoc i posmarował mi plecy. Położyłam się zatem na brzuchu i czekałam aż chłopak wsmaruje mi w plecy płyn. Kiedy już skonczył wstałam do pozycji siedzącej, dałam mu buziaka i ponownie położyłam się na brzuchu. 
- Ty będziesz się teraz opalać?! - zdziwił się.
- No raczej, nie inaczej.
- Kotek, noo....
- No co?
- Chodź do wody. - zrobił oczy kota ze Shreka.
- A co będę z tego miała?
- A co byś chciała?
- Hmm.. Frytki, pizze, lody.... - zaczełam wymieniać.
- Nie za dużo tego?
- Nie. - wyszczerzyłam się i wstałam z miejsca. - To idziesz czy nie?
- No idę... Albo nie! - dodał po chwili.
- Co chcesz?
- Zrobimy tak, że.... 
Zbliżył się do mnie i wziął mnie na ręce. 
- Ja cię tam zaniosę, a potem wrzucę do morza!
- No chyba jednak nie! Oskar puść mnie, bo jak nie to zacznę krzyczeć, że jesteś pedofilem i gwałcicielem.
- Proszę bardzo krzycz. 
Czułam, że się uśmiecha. 
- Aaa! Ratunku! To jest pedofil!
- Ale trochę ciszej krzycz.
- On chce mnie zgwałcić! Pomocy! 
Wiecej wykrzyczeć nie zdążyłam, bo wrzucił mnie do wody.
- Wiesz co? Czasem się zastanawiam co ja tekiego w tobie widzę?
- Hmm.... Poza tym, że jestem miły, zabawny, uroczy i nieziemsko przystojny to nie wiem. zaśmiał się.
- Jaki ty skromny jesteś.
- A no tak. To też. - wyszczerzył się, a już po chwili poczułam jego ciepłe wargi na swoich.

******
Buahahhahaha :* 
Idę kopać grób :D Chce ktoś mi pomóc? :* 

40 komentarzy = 15 rozdział
Macie na to tydzień,a nie 2 dni, bo nie dam rady w tygodniu napisać kolejnego i tu dodać :/
Jeżeli będzie 40 komów to postaram się wrzucić tu coś w piątek lub sobotę :*




niedziela, 6 września 2015

Rozdział 13



*** Oczyma Julki ***

Od dwóch dni Fabian chodzi jakiś, taki struty. Nie odzwya się (w sumie to, to jest normalne), nie dogaduje mi i w ogóle. Chyba zaczął mnie unikać. Jak wychodziliśmy gdzieś razem (oczywiście przez Niko) to nawet na mnie nie patrzył, a zawsze patrzył na mnie z nienawiścią. Teraz nic. Nie, żeby mi to przeszkadzało cy coś. Wręcz przeciwnie.
- Julka? Hallo? Słuchasz mnie? - z moich przmyśleń wyrwał mnie Oskar.
- Yyy... co mówiłeś?
- Czyli jednak mnie nie słuchałaś.
- Zamyśliłam się po prostu.
- Dobra, nieważne. Mam dla ciebie niespodziankę.
- Jaką?
- Jakbym ci powiedział to nie byłaby to niespodzianka wtedy, - zaśmiał się. - Powiem ci tylko, że na weekend wyjeżdżamy. Bądź gotowa.
- Co? Gdzie jedziemy?
- Wszystkiego dowiesz się w swoim czasie.
- Jesteś wredny. - oburzyłam się.
- Wiem, że mnie kochasz. - puścił mi buziaka w powietrzu. Pożegnałam się z chłopakiem i weszłam do klatki.

*** Oczyma Kai ***

- Fabian usiądź żesz na jednym miejscu.
- No dobra, nie bulwersuj się.
- Idź do niej.
- Co? Do kogo?
- Do tej dziewczyny... Julki czy jak jej tam.
- Po co?
- Powiedz jej co czujesz.
- O co ci chodzi?
- Nie udawaj głupiego. Przecież widać, że ją kochasz.
- Aż tak to widać?
- Tak, a teraz idź do niej.
- Może i masz racje?
- Ja zawsze mam racje. - puściłam mu oczko.
- Dzięki Kaja. - puścił mi buziaka w powietrzu i wyszedł.

*** Oczyma Mai ***

- Marko gdzie ty mnie ciągniesz? - spytałam swojego chłopaka.
- Zobaczysz, nie marudź.
- Jesteś dziwny.
- I za to mnie kochasz.
- A żebyś wiedział. - przystanęłam i pocałowalam go.
- Dobra, kotek chodź już.
- No idę przecież.

Po 20 minutach staliśmy już przed budynkiem lodowska.
- O nie. Ja tu nie idę.
- Oj chodż, skarbie.
- Nie. Ja jeźdźić nie umiem.
- Wiem. Dlatego przyszliśmy tu, żeby cię nauczyć.
- Oszalałeś?
- Tylko i wyłącznie na twoim punkcie.
- Ty mi tu nie słodź, bo i tak nie wejdę tam.
- Po dobroci nie chciałaś to nie.
- Co?! Al...
Nie dokończyłam, bo siatkarz ZNOWU miał mnie przewieszoną sobie przez razmię.
- Puść mnie! - krzyczałam, biłam go po plecach, ale nic to nie pomagalo. - Ratunku! On chce mnie porwać! - Mhm... mogę sobie krzyczeć ile chcę, I tak nikogo tu nie ma.
- Ja mam tu rezerwację. Czy wszystko jest przygotowane? - wpytał mój chłopak kiedy dotarliśmy do recepcji.
- Tak. Wszystko jest na swoim miejscu. - Marko wziął (chyba) łyżwy od recepcjonisty. - Dziewczyna nie chciała sama przyjść?
- Dokładnie.
Czułam, że się uśmiechnął.
- Wiem przez co pan przechodzi. - zaśmiali się oboje.
- Ej, ja to wszystko słyszę. - oburzyłam się.
- Ty tam cicho siedź kochanie. - odezwał się atakujący.
- Okej, nie będe się do ciebie odzywać.
- Ej, no kotek. Nie fochaj się.
- Kazałeś mi być cicho, więc jestem.
Udawałam obrażoną.
- Wiesz, że nie o to mi chodziło. Ubierz łyżwy.
- Nie.
- Mam ci je sam założyć?
- ... - cisza. Chłopak tylko westchnął i zaczął zakładać mi łyżwy. Przyznam śmiessznie to wyglądało i śmaić mi się chciało.
Marko po założeniu łyżw pociągnął mnie za rękę tak, żeby wstała. Niechętnie udałam się za nim.
- Zamknij oczy.
- Okej. - poslusznie wykonałam jego polecenie.
- Daj mi rękę i chodź.
Przeszliśmy tak kilka metrów. Potem poczułam pod nogami lód. Stanęłam na chwilę.
- Nie bój się. Będę ci trzymał za rękę.
- Marko ufam ci, ale nie rób nic głupiego.
- Spokojnie... Okej możesz już otworzyć oczy.
Powoli otworzyłam oczy, popatrzyłam przed siebie, a tam był stolik z kolacją, świece, wino, róże.... Nawet na lodzie byłoy poukładane płatki róż wokół stołu, które tworzyły serce.
- I jak ci się podoba?
- Jeju, tu jest ślicznie! Dziękuję.
- Czyli się już nie fochasz?
Zrobił maślane oczka.
- Jakżebym mogła?
- Właśnie nie wiem. I następnym razem ufaj mi jak cię gdzieś prowadzę.
- Dobrze, kochanie.
Odwróciłam się i złożyłam namiętny pocałunek na jego wargach.

*** W tym samym czasie u Julki ***

- Kochanie, spakuj się tak jakby było lato. - oznajmił mi do słuchawki Oskar.
- Gdzie ty chcesz mnie wywieżć?! - spytałam przestraszona.
- Spokojnie.. A i strój kąpielowy weź.
- Boję się.
- Nie masz czego. - zapewnił mnie.
- No ja nie wiem.
- Oj, kochanie przestań histeryzować.
- Łatwo ci mówić.
- Okej, więc ty się powoli pakuj, a ja muszę coś załatwić jeszcze.
- Okej.
- A i spakuj się na tydzień.
- Co? A co ze studiami?
- Jak opuścisz pare zajęć to nic ci się nie stanie.
- Zadziwaiasz mnie.
- Dziękuję, staram się. - czułam, że się uśmiacha. - Dobra skarbie ja kończę. Pa.
- Okej, pa.

Rozłączyłam sie z chłopakiem i zaczęłam się pakować. Po 15 minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć, pomyślałam, że Majka znowu zapomniała kluczy.
- Gdzie ty masz głowę, żeby ciągle tych kluczy zapomi..... Co ty tu robisz? - spytałam kiedy zobaczyłam kto mnie odwiedził.
- Chcę porozmawiać. Julka, proszę.
- Sorry, ale zajęta jestem.
- Tylko chwilę.
- Masz 2 minuty z zegarkiem w ręku.
- Chciałem cię przeprosić.
- Mhm... Słyszałam już tą śpiewkę.
- Ale ja napraw...
- Nie. Fabian. Takie kity to swojej dziewczynie wciskaj, a nie mnie.
- Co? Jakiej dziewczynie?
- Tej całej Oli czy jak jej tam.
- Kai. - poprawił mnie.
- Nie interesuje mnie to jak się nazywa.
- Ale ona nie jest moją dziewczyną. To moja kuzynka!
- To też mnie nie obchodzi. To wszystko?
- Nie.
- To co jeszcze?
- Przepraszam! - niemal krzyknął.
- Powtarzasz się, Drzyzga.
- Ale z tym nie.
- Z czym? - zdziwiłam się.
- Kocham cię!
****
Buahahahaha :*
Tyle mam do opisu tego rozdziału :D
30 komentarzy = Rozdział :* 
Komentujcie, bo to motywuje ;)

niedziela, 30 sierpnia 2015

Rozdział 12

Coraz szybciej, wielkimi krokami zbliżały się Święta Bożego Narodzenia. Lubilam je. Tą magiczną atmosferę. Dzisiaj był 13 grudnia. Z racji, że za 11 dni są święta postanowiłam wybrać się na zakupy.
Ubrałam się.


Włosy rozpuściłam, zrobiłam sobie lekki makijaż i wyszłam z domu. 

Po 30 minutach bylam już na miejscu. Weszłam do galerii. Moje myśli od razu powędrowały w stronę wydarzeń z początku grudnia, kiedy to dowiedziałam się, że Nikolay powiedział Fabianowi o Grześku. Szybko jednak wyrzuciłam te myśli z głowy i zastąpiłam je innymi. Pierwszy prezent jaki chciałam kupić, a raczej zamówić to był prezent dla Majki.Wiedziałam już co chciałam jej dać, więc długo się zastanawiać nie musiałam. Weszłam do odpowiedniego sklepu i wytłumaczyłam sprzedawczyni co chciałabym zamówić. Ekspegientka uważnie wysluchała mojej wypowiedzi, przyjęła zlecenie i oznajmiła mi, żebym 23 grudnia przyszła odebrać zamówienie. Po kilkunastominutowej rozmowie z kasjerką opuściłam sklep i udałam się do innego w celu kupienia prezentu dla Oskara. Dość szybko mi poszlo z nimi. Muszę jeszcze kupić prezenty dla rodziców i będe miała to z głowy. Po godzinie miałam już skompletowane zakupy. Popatrzyłam na zegarek. Była 15:00. Postanowiłam iśc coś zjeść. Wybrałam KFC. Usiadłam do stolika i czekałam na zamówienie. 
- Cześć kochanie.
- O hej skarbie. Co ty tu robisz? - spytałam chłopaka. 
- Robiłem zakupy, a ty?
- To co ty. - uśmiechnęłam się do chłopaka. Pogadaliśmy jeszcze chwilę po czym ja poszłam po zamówienie, a Oskar złożyć zamówienie. Po chwili wróciłam do stolika, a brunet został przy kasie. 
- Hej, możemy pogadać? - spytał dobrze znany mi glos. Podniosłam głowę znad jedzenia. Fakt nie rozmawiałam z nim od tego dnia, ale myślałam, że dał sobie spokój. 
- A mamy o czym?
- Julka ja chciałem cię przeprosić. Wiem, że nie powinienem mówić tego Fabianowi, bo przecież to miała być tajemnica...
- Niko ja ci ufałam. - przerwałam mu.
- Wiem. Proszę wybacz mi.
- Wybaczyć mogę, ale nie zapomnę i trudno mi będzie ponownie tobie zaufać, więc nie oczekuj za wiele. 
- Jasna sprawa. - podszedł do mnie i przytulił mnie.  - I dziękuje ci, że mi wybaczyłaś, bo pomimo tego, że dostałem od ciebie kosza to dalej jesteś dla mnie ważna. Nie darowałbym sobie gdybym nawet nie mógł być dla ciebie przyjacielem.
- Miło to slyszeć.
- Dobra ja muszę lecieć na trning. Pa.
- Pa.
- Kto to był? - spytał mój chłopak, który przed chwilą podszedł do stolika. 
- Penchev.
- Co chciał?
- A co ty taki ciekawski, co? Zazdrosny jesteś czy co?
- O ciebie każdy byłby zazdrosny.
Posłał mi jeden ze swoich ślicznych uśmuechów.
 Pogadaliśmy jeszcze chwilę po czym Oskar  odwiózł mnie do domu. Jestem mu wdzięczna, bo nie chciałam się tłuc komunikacją miejską w taką pogodę. Pożegnałam sie z chłopakiem i ruszyłam do swojego mieszkania. Drzwi były otwarte co oznaczało, że przyjaciółka jest w domu. I to chyba nie sama. Stwierdziłam kiedy usłyszałam czyjeś śmiechy. Weszłam do salonu i kogo tam zobaczyłam?No właśnie. Nie spodziewałam się go tutaj. 
- Co ty tu robisz?
- Słyszałem od Majki, że chcesz poznać jej chłopaka tak więc jestem. - wyszczerzył się.
- Czemu mi nie powiedziałaś od razu, że to on?
- Mowiłam ci. Nie wiedziałam czy coś z tego będzie.
- Oj Maja, Maja... - westchnęłam. - Szczęścia wam w takim razie życzę! - powiedziałam i rzuciłam się dziewczynie na szyję. 
- Jula, bo mnie udusisz. - wysapała.
- Sorki. To ja idę zrobić kawy. Chcecie też?
- Mi nie rób.
- Mi też nie.
- Okej, to jak nie chcecie to nie. 
Poszłam do kuchni zrobić sobie kawy. 
Po kilku minutach kawa była gotowa. 
Wzięłam, więc kubek z napojem  i poszłam z nim do salonu. 
- To opowiadaj. Jesteś szczęśliwa z Oskarem? - spytał o dziwno chłopak Majki. 
- Tak, a skąd wiesz, że z nim jestem?
Marko spojrzał na Maję wymownie. 
- No tak. - zaśmiałam się. - A co tam u was? Od kiedy jesteście razem?
- Od czwartej randki. - skwitował siatkarz.
- Czekaj. To przed ta randką powiedziałaś, że się z nim spotykasz?
- Mhm...
- No ej... - powiedziałam obrażona.
- No ej, co? - spytała przyjaciółka. 
- Miałam przecież pierwsza dowiedzieć się o waszym związku. 
Dalej udawałam obrażoną.
- I jesteś pierwsza. - powiedział Ivocić
- Jak to?
- Normalnie. Maja powiedziała, żebyśmy na razie nikomu nie mówili o naszym związku, bo ty chcesz się pierwsza dowiedzieć.
- To czemu się ukrywaliście, a nie powiedzieliście od razu?
- Bo chciałam mieć pewność, że będę z Marko długo, a nie tak jak było chociażby z Przemkiem.
No tak. Maja z Przemkiem była zaledwie tydzień, bo okazało się, że on miał dziewczynę, a Maja o tym nie wiedziała. 

Serb opuścił nasze mieszkanie około 21:00 godziny. Pogadałam jeszcze przez telefon jakieś dwie godziny z Oskarem i poszłam spać. Sen przyszedł niemal od razu. 
Następnego dnia musiałam wstać przed 7:00, bo już na 8:00 miałam zajęcia. Szybko się ogarnęłam, zjadłam śniadanie, ubrałam kurtkę, buty itp. i ruszyłam na dół. Po wyjściu na dwór ujrzałam znajome Audi.
- Cześć kotek. - przywitałam się z chłopakiem namiętnym pocałunkiem. 
- No hej śliczna. Jedziemy?
- Jedziemy. - potwierdziłam. 
Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy w kiedrunku uczelni. Na miejscu byliśmy po około 20 minutach. Wysiedliśmy z auta i weszliśmy do budynku. W szatni zaczepił nas Niko. 
- Hej. My się jeszcze chyba nie znamy. Nikolay Penchev. - przywitał się bułgar z moim chłopakiem.
- Oskar Wiśniewski. - uścisnęli sobie dłonie. 
- To skoro już się znamy, to zapraszam na kręgle. Co wy na to? - powiedział Niko z uśmiechem.
- Ja chętnie, a ty Miśku?
- W sumie, Czemu nie? 
- To fajnie. Dziś o 16:00 w kręgielni. 

*** Oczyma Fabiana ***

Po co jakiś człowiek wymyślił budzik?! 
Niechętnie zwlekłem się z łóżka i poszedłem do łazienki gdzie ogarnąłem się jako tako. Po 10 minutach zszedłlem na dół. O dziwo Kaja już nie spała. 
- Czemu nie śpisz? - spytałem wyciągając mleko z lodówki. 
-  Jakoś nie mogłam. 
- Okej, ja spadam na uczelnie, pa.
- Pa. 

Kiedy zobaczyłem na zajęciech Julkę i tego... No jak mu tam... Eh nieważne.. To normalnie gotowało się we mnie ze złości. Miałem ochotę podejść do Julki i pocałować ją, przytulić. Nie mogłem tego zrobić, bo przeciez ja wiem wszystko lepiej i nie słucham rad innych. Może gdybym wtedy u Zbyszka w szpitalu powiedziałbym, że ją kocham to może bylibyśmy razem?
- Fabian? Hallo? Żyjesz? 
Z moich przemyśleń wyrwał mnie Nikolay.
- Yyy... co? 
- Pytałem czy idziesz na kręgle? 
- Kiedy?
- Dzisiaj.
- Okej, a o której?
- O 16:00 i weź ze sobą Kaję.
- Spoko.


- Kaja idziesz ze mną i z Niko na kręgle?  - spytałem kuzynkę kiedy już byłem w domu.
- Jasne. Dzisiaj?
- Tak o 16:00.
- Okej. Na którą masz dzisiaj trening?
- Dziś na 13:30.
- Okej. 


* 16:00 - kręgle *

Oprócz naszej trójki było jeszcze kilku siatkarzy wraz z towarzyszkami. Była 15:50, więc myślałem, że wszyscy, którzy mieli przyjśc to przyszli. Jednak się pomyliłem. Równo o 16:00 przyszła Julka z tym swoim Oskarkiem.
- Nie mówiłeś, że ONI też tu będą. - zwróciłem się do Penchev'a.
- Bo wiedziałem, że jak powiem ci to nie przyjdziesz.
- Dobra, nieważne. Gramy? 
Zrobiliśmy sobie taki mini turniej. Wszyscy szli punkt za punkt. W końcu po 2 godzinach okazało się kto wygrał. A kto był zwycięzcą? Oczywiście, że Igła!
- Patrzcie i uczcie się od mistrza! - ciągle powtarzał. 
W ciągu gry nie mogłem się skupić na niej. Co chwilę patrzyłem się na Julkę. Śmiała się, wygłupiała przy Oskarze. Była po prostu szczęśliwa. 
Postanowiłem, że nie będę jej przeszkadzać. 
Zapomnę o niej i tyle.


****
No cześć, Miśki :* ( Fajnie was nazwałam? :D )
Nie lubicie mnie już, że nie komentujecie? :( 
Pod 11 rozdziałem było  16 komentarzy, a pod 10 aż 40! 
Co się stało? Zrobiłam coś źle?
Jeżeli wam się coś nie podoba to piszcie ;)
A teraz wracając do opowiadania :)
Marko okazał się byc chłopakiem Majki! :D
2 osoby chyba zgadły :)
Niko i Julka się pogodzili, więc mnie nie bijcie :P
Jak myślicie? Fabian zapomni o Julce tak jak ona o nim? :D

Ps. 9 rozdział będzie bardzo krotki. Także uprzedzam ;)
Piszczie opinie w komentarzach! :*
Bo to naprawdę motywuje do dalszego działania ;)
Dla was to tylko kilka minut, a dla mnie bardzo dużo, bo wiem przynajmniej, że ktoś to czyta :D
Także do następnego ;)