Pezet - Nieważne

piątek, 15 kwietnia 2016

Rozdział 21

*** Fabian***

- Fabian nie możesz tak zrobić! Musisz o nią walczyć! - Kaja niemalże wykrzyczała mi te słowa.
- Kaja zrozum to, że próbowałem już praktycznie wszystkiego, ale ona dalej nie chce mi wybaczyć. - powiedziałem załamany - Nie wiem co mam jeszcze zrobić, by ona w końcu mi uwierzyła. - schowałem twarz w dłoniach.
- Jedyne co musisz zrobić to próbować dalej. Patrz jak już daleko zaszedłeś, nie możesz się teraz wycofać.
- Ale ja już nie wiem co mam zrobić.
- Wiem i wiem też, że wymyślimy coś.
- Czekaj, jak to wymyśliMY?
- No chyba nie myślałeś, ze zostawię cię z tym samego?!
- No...W sumie to tak myślałem... Ale dziękuję ci, kochana jesteś. - przytuliłem ją.

***Julia***

Kiedy wróciłam do domu zadzwonił do mnie Oskar. Umówiłam się z nim na spotkanie i poszłam przygotować dla siebie obiad. 

Gdy dochodziła godzina 14:30 postanowiłam się zbierać i iść do parku, chociaż mam wątpliwości czy dobrze robię. Postanowiłam jednak, że pójdę do parku, bo co jeśli to Oskar tam na mnie czeka? Wzięłam torebkę, ubrałam się i wyszłam z mieszkania. Droga zajęła mi jakieś 20 minut. Niepewnie rozglądałam się w poszukiwaniu jakiejś czerwonej koperty. Po 5-cio minutowych poszukiwaniach znalazłam to czego szukałam, koperta była przywiązana do jednego z drzew. Aż dziwne, że nikt z przechodni jej nie zauważył i nie zdjął jej. 
Wzięłam kopertę do rąk i otworzyłam ją. W środku tradycyjnie był liścik.

Jeżeli teraz czytasz ten liścik oznacza to,
że jest godzina 15:00.
Jest to szczególna dla nas godzina,
Ty możesz się nie domyślać dlaczego,
ale ja wiem i pod koniec niespodzianki
sama się dowiesz :*
Teraz wskazówka numer 2, kochanie :*
Jutro o godzinie 18:00 przyjdź w to samo miejsce,
czyli do parku i jutro ostatnia wskazówka.
Mam nadzieję, 
że niespodzianka ci się spodoba :*
Kocham Cię Myszko <3

Po przeczytaniu tego mimowolnie się uśmiechnęłam. Schowałam karteczkę do torebki i poszłam do domu. Przed moimi drzwiami stało duże pudełko. Zdziwiona podeszłam do niego, a na nim była karteczka.

A tutaj taka mała niespodzianka ode mnie.
Pamiętaj co masz jutro zrobić Skarbie :*

Rozejrzałam się po korytarzu czy nikogo przypadkiem nie ma w pobliżu, ale niestety nikogo tam nie zastałam. Wzięłam więc pudełko, otworzyłam drzwi i weszłam do mieszkania. Ściągnęłam szybko kurtkę i wzięłam się za otwieranie prezentu. Była godzina 16:00, więc została mi jeszcze jakaś godzina do przyjścia Oskara. Po otwarciu pudelka moim oczom ukazała się śliczna sukienka, piękne czarne buty, mała kopertówka i małe pudełeczko. Otworzyłam je, a w nim była prześliczna biżuteria. Oskar miał być za niecałe 45 min, więc schowałam rzeczy do pudełka i zaczęłam się szykować na spotkanie.

***Maja***

Siedziałam właśnie z Marko i oglądaliśmy film kiedy nagle zadzwonił mój telefon. Nie patrząc kto dzwoni, odebrałam.
- Tak słucham?
- Maja? 
- O Adrian, jak miło, że dzwonisz. - mimowolnie się uśmiechnęłam i kątem oka zauważyłam, że Marko nie jest zadowolony z tego, z kim rozmawiam.
- Co tam u ciebie? 
- A no dobrze, siedzę właśnie z Marko i film oglądamy, a u ciebie?
- A to jak jesteś zajęta to nie będę przeszkadzał, ale może miałabyś ochotę spotkać się w najbliższym czasie? Możesz przyjść nawet z Maro, chętnie go poznam.
- Jasne, poczekaj chwilkę.
- Okey.
Przyłożyłam telefon do klatki piersiowej i zwróciłam się do mojego chłopaka.
- Kochanie co ty na to, żebyśmy spotkali się dzisiaj z Adrianem? 
- No jak już musimy... - widzę, że jest zazdrosny i trochę mnie to bawi.
- Ale jak nie chcesz to nie musimy, poza tym nie masz o co być zazdrosny. - uśmiechnęłam się promiennie do niego.
- Nie jestem zazdrosny..
- Kochanie...
- No dobra jestem, bo to w końcu twój były.
- Tak, ale teraz tylko ciebie kocham i nikogo więcej.
- No dobrze, niech wpadnie tutaj o 19:00 na kolację.
- Oki.
Wzięłam urządzenie i przyłożyłam je do uch.
- Halo?
- Jestem, jestem.
- Co ty na to abyśmy spotkali się dzisiaj?
- W sumie to nie mam planów, gdzie?
- Może wpadłbyś na kolację do Marko o 19:00?
- Jasne, będę na pewno. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia. - rozłączyłam się z chłopakiem, przytuliłam się do siatkarza i kończyliśmy oglądać film.

Około godziny 17:00 zaczęłam przygotowywać coś na kolację. Kiedy w końcu zadzwonił dzwonek do drzwi, poszłam otworzyć.
- Hej Adi. - powiedziałam, przytuliłam go i pocałowałam w policzek.
- No hej Maja. - powiedział i oczywiście odwzajemnił gesty.
Przeszliśmy do jadalni, na stole czekało już przygotowane przeze mnie danie. Marko stał przy stole, lecz kiedy zobaczył, że weszliśmy od razu zbliżył się do mnie i objął w talii.
- Witam, jestem Adrian. - powiedział Adrian i podał rękę Marko.
- Witaj, nazywam się Marko. 
Chłopacy przywitali się, podeszliśmy do stołu i zaczęliśmy jeść. Rozmawialiśmy w bardzo miłej atmosferze. Adrian poszedł około 22:00.


****
No to na tyle w tym rozdziale. :)
Chciałam was ogromnie przeprosić za moją nieregularność
na blogu :/
Ale jednym z czynników było to, że pod rozdziałem
było tylko 5 komentarzy z czego
3 były o LA :c 
Proszę was postarajcie się teraz o więcej, wiele więcej komentarzy 
po rozdziałem! :D
To naprawdę bardzo motywuje
i jak widzę, 
że jest dużo komentarzy to aż chce mi się pisać, 
a jak widzę tak jak pod ostatnim to odechciewa mi się wszystkiego. 
Więc jeżeli będzie mniej niż 10 komentarzy to nie 
kończę bloga :( To będzie wtedy ostatni rozdział na nim :c
Przepraszam za to :( 

Ps1. Jeżeli chodzi o LA to mile zaskoczyło mnie to, 
że dostałam jakąś nominację,a nawet 3! :O 
Oczywiście odpowiem na te pytania, ale to później
być może po zakończeniu bloga.
I nie będę nominować wtedy nikogo ;)

Ps2. Przepraszam was za brak komentarzy z mojej strony
u was na blogach :/
Wątpię, żeby one się tam pojawiły, bo
szczerze mówiąc skończę tego bloga i nie wiem
czy będę dokańczać tego o Michale Kubiaku i
Matt'cie Andersonie. 
Może w przyszłości go opublikuję, bo jak na razie mam
napisane 7 rozdziałów.
Ewentualnie jak skończę je pisać " na brudno" 
to być może tutaj wstawię ;)
Nie mam po prostu czasu na moje blogi, 
a co dopiero na wasze :/

Także do zobaczenia i czekam na wasze opinie w komentarzach :*






czwartek, 11 lutego 2016

Rozdział 20

*** Fabian *** 

- Wiem będę się powtarzał tak długo aż mi wybaczysz.
- Wybaczyć mogę, ale ci nie zaufam. - kiedy usłyszałem te słowa nadzieja, która tkwiła gdzieś tam we mnie nasiliła się jeszcze bardziej. W duchu cieszyłem się jak małe dziecko, że Julka może mi w końcu wybaczyć, ale po usłyszeniu kolejnych zdań załamałem się. Nie wiedziałem co mam jej odpowiedzieć. Chciałem powiedzieć jej, ,że to wszystko nieprawda, byłem nawet w stanie powiedzieć jej całą prawdę, ale ona nie dała mi szansy. Po swojej wypowiedzi pobiegła dalej swoją trasą. A ja? Oczywiście, że mogłem pobiec za nią i jej to wszystko powiedzieć, ale zrozumiałem, że to koniec, że moje starania na nic. Chce, żebym dał jej spokój? Okey. Trochę załamany wróciłem do domu. Kaja była  w kuchni i akurat robiła sobie śniadanie. Nawet się nie witając z nią trochę wkurzony, ale bardziej załamany poszedłem pod prysznic. Kaja coś tam mówiła, ale nie chciałem z nikim rozmawiać dlatego olałem ją. Po prawie godzinie wyszedłem.

*** Julka ***

Po spotkaniu z Fabianem pobiegłam prosto do domu. Kiedy miałam już wchodzić do domu zobaczyłam, że na wycieraczce leży małe pudełeczko. Mimowolnie uśmiechnęłam się. Podniosłam pudełko i weszłam do mieszkania. Weszłam do kuchni, a na lodówce wisiała karteczka od Mai.

Jestem u Marko, nie martw się o mnie :* Wrócę około 20:00.
/Maja 

Fajnie, czyli cały dzień w domu będę sama siedzieć. 
Wzięłam pudełeczko i otworzyłam je. W środku była prześliczna bransoletka. A pod nią leżała karteczka. 

,, No to co zaczynamy? :)
Będziesz miała 3 wskazówki.
Wskazówka numer 1.
O godzinie 15;00  wyjdź z domu i idź do parku. 
Tam szukaj czerwonej koperty.
Do zobaczenia później Myszko. :*
Kocham Cię <3 " 


Coraz bardziej zastanawiało mnie to czy to na pewno jest sprawka Oskara. Może to jakaś pomyłka? Chociaż w to wątpię, ale okey. Była dopiero godzina 10:00, a że była niedziela to postanowiłam wybrać się do kościoła. Ubrałam swoje odzienie wierzchne i wyszłam z mieszkania uprzednio zamykając drzwi. Drogę zajęła mi jakieś 20 minut.

*** Oskar ***

- Oskar! - usłyszałem wołanie swojego brata, jednak nie zareagowałem wcale, ale Emil nie ustępował. - Oskar chodź tu musimy porozmawiać.
Oho, on chce porozmawiać ze mną! To jakaś nowość. Zwlekłem się z łóżka i poszedłem do salonu gdzie Emil oglądał telewizję.
- Czego? - warknąłem.
- Co tak chamsko? Siadaj musimy porozmawiać.
- Bo do ciebie nie da się inaczej. - tak jak mi polecił usiadłem na kanapie. - Więc o co chodzi?
- Wiesz o tym, że jestem na warunkowym, nie? - spytał o dziwo poważnie.
- No wiem i co z tego?
- Nic, chodzi mi o to, żebyś nie próbował robić nic głupiego tak jak kilka lat temu kieyd pierwszy raz dostałem wyrok.
- Przecież to nie moja wina, że pod wpływem narkotyków pobiłeś swoją byłą.
- No nie twoja, ale jestem ciekaw kto mi je dał?
- Ey, ey, ey mogłeś ich ode mnie nie brać przecież.
- A ty mogłeś mi ich nie dawać przecież.
- Dobra nie kłóćmy się to raz, a dwa wiesz w jakiej wtedy sytuacji bylem! - podniosłem głos.
- Ehh.. spokojnie, ja tylko ostrzegam ciebie, bo jak coś zrobisz to przez przypadek ta cała twoja Julka może się o tym dowiedzieć, a wtedy to nie wiem czy będzie chciała dalej z toba być.
- Co?! Skąd ty o wiesz, że mam dziewczynę? I skąd wiesz jak ma na imię?
- Oj barciszku ja dużo o tobie, o was wiem. Wiem też, że byłeś z nia w Hiszpani neidawno.Wiem też jak wygląda i gdzie mieszka, więc dobrze ci radzę.
- Jesteś niemożliwy. - podsumowałem i nie powiem trochę się go przestraszyłem, ale oczywiście nie dałem po sobie tego poznać.
A co do Julki to postanowiłem, że zadzwonię do niej i umówię się na spotkanie. Wybrałem odpowiedni numer i już po chwili trzymałem telefon przy uchu. Po kilku sygnałach odebrała.
- Hej Kochanie.
- No cześć Misiek, coś się stało, że dzwonisz?
- A co? Już chłopak nie może do swojej dziewczyny zadzwonić?
- No niby może.
- No właśnie, a tak na serio to może wyjdziemy gdzieś?
- Hmm.. no okey, a o której?
- Piętnnasta?
- No niezbyt mi pasuje, może 17:00?
- No okey, to do zobaczenia o 17:00 przyjadę po ciebie.
- Oki, pa kotek
Rozłączyłem się z dziewczyną i wyszedłem na zajęcia. 

*************

Wiem kochani, że jest ten rozdział za krótki :/
I muszę wam powiedzieć, że te rozdziały już takie będą :/
I będzie ich tylko 1 lub 2 + epilog :/
I chciałam jeszcze was przeprosić, że tyle musiałyście czekać na ten rozdział :c
A i błędów nie sprawdzałam :/
A swoje opinie zostawcie w komentarzach :)


środa, 10 lutego 2016

Rozdział 19

*** Julka ***

Wyszłam z komisariatu i poszłam od razu do domu. Zaraz po wejściu usłyszałam dzwonek do drzwi.Zdziwiło mnie to, bo nikogo się nie spodziewałam, ale w sumie to Maja mogła znowu zapomnieć kluczy. Otworzyłam drzwi, ale po drugiej stronie nikogo nie było. Porozglądałam się chwilę i już miałam zamykać drzwi kiedy zobaczyłam, że na wycieraczce leży... bukiet róż(?). Zdziwiona podniosłam kwiaty. Weszłam do kuchni i włożyłam je do wazonu. Przy bukiecie była jeszcze doczepiona mały liścik z napisem " Dla Julii ". Zdziwiona biorę się za otwieranie liściku.

,,  Witaj Księżniczko. :*
Mam dla ciebie małą niespodziankę.
Tylko jest jeden warunek 
- musisz zachować to w tajemnicy i nie mówić o tym nikomu, nawet Mai ;)
W późniejszych dniach oczekuj wskazówki :)
Do zobaczenia :*
Kocham Cię bardzo <3 "

Po przeczytaniu tego listu byłam jeszcze bardziej zdziwiona. " W późniejszych dniach oczekuj wskazówki" - kto mi da tą wskazówkę? Przyznaję przeraziłam się trochę, ale po tym ostatnim zdaniu uspokoiłam się trochę, bo jestem pewna, że to Oskar bawi się kotka i myszkę, Stwierdziłam, że nie będę mu mówić o tym, że wiem, że to on, bo nie chcę popsuć mu tego planu. Kwiaty postawiłam w kuchni na parapecie, a karteczkę schowałam u siebie w pokoju. 
Poszłam do siebie i postanowiłam zadzwonić do Oskara. Nie odbierał. Zdziwiło mnie to i to bardzo. Nie wiem co on przede mną ukrywał, ale nie podoba mi się to.
Nagle usłyszałam otwierane drzwi. Zeszłam na dół przywitać się z Marko, bo z góry słyszałam jego głos. 
- Hej, Marko.
- O cześć Julka. - powiedział siatkarz i przytulił mnie na powitanie.
Przeszliśmy do salonu, żeby porozmawiać, a Maja poszła do kuchni zrobić sobie i Marko kawę.
- Julka, a skąd ty masz takie śliczne róże? - spytała przyjaciółka kiedy weszła do salonu z kawami. Krótką chwilę zastanawiałam się czy powiedzieć jej prawdę czy nie? Stwierdziłam, że skoro Oskar chce by to było tajemnicą to okej, niech mu będzie.
- A dostałam od Oskara tak bez okazji. - odpowiedziałam.

*** Oskar ***

Odwiozłem Julkę pod jej do, a sam pojechałem do swojego. Gdy dotarłem an miejsce pod blokiem stał już ON. To było oczywiste, że nie chciałem go widzieć, bo on blisko mnie = problemy. 
Wysiadłem z auta i podążyłem ku drzwiom. Wystukałem kod i drzwi się otworzyły. Totalnie olałem to, że on tutaj jest. Nie chciałem z nim mieć kontaktu. On najwidoczniej miał inne zdanie niż ja, bo jak drzwi się otworzyły i wszedłem do środka to on wszedł za mną.
- Co nie przywitasz się z ukochanym braciszkiem? 
- Daj mi spokój. - Emil zaśmiał się.
- Mam ci dać spokój? Za to, że mnie wsadziłeś do więzienia?! 
- To nie ja cię tam wsadziłem, a ty sam! 
- Tak, bo to ja sam na siebie na policję doniosłem! Zemszczę się, pamiętaj.
- Już się boję. - powiedziałem ironicznie
- Powinieneś. A teraz mógłbyś mnie przenocować kilka dni? 
- Nie! Daj mi w końcu spokój!
-O nie, tak się bawić nie będziemy. Przenocujesz mnie kilka dni. To jest początek mojej zemsty. - odpowiedział z głupim uśmieszkiem. Ja nie miałem nic do gadania na ten temat i to mnie najbardziej wkurzało, że nie mogę go wywalić na zbity pysk, bo wiem do czego on jest zdolny. Ignorując całkowicie jego osobę poszedłem do kuchni zrobić sobie herbaty. 

*** Julka ***

Następnego dnia wstałam i jak gdyby nigdy nic poszłam pobiegać. Wybrałam trasę przez park. I chyba jednak złą trasę wybrałam, bo komu o tej porze zachciało się też biegania? Oczywiście Drzyzdze! Zirytowana jego obecnością biegłam przed siebie, a on gdy mnie tylko zobaczył taki jakiś dziwny był. Jakby zmieszany. Zawrócił ze swojej trasy i zaczął biec w moim kierunku. Kiedy już mnie dogonił złapał mnie za rękę i zatrzymał.
- Czego chcesz? - warknęłam. 
- Julka proszę cię porozmawiajmy.
- Fabian, ale my nie mamy o czym rozmawiać! 
- Przepraszam. - powiedział i spuścił wzrok na ziemię. 
- Powtarzasz się. 
- Wiem i będę się powtarzał tak długo aż mi wybaczysz.
- Wybaczyć mogę, ale ci nie zaufam. 
- Naprawdę? 
- Zwariowałeś?! Nigdy ci nie wybaczę tego jak mnie nienawidziłeś przez te wszystkie lata, jak założyłeś się z kolegami o to, że mnie przeprosisz! Co cię tak nagle wzięło na przepraszanie skoro przez te wszystkie lata mnie nienawidziłeś?! Co? Tak nagle zmieniłeś zdanie? Tak nagle się we mnie zakochałeś? A może to kolejny zakład...?
- Nie, Ju...
- Daj mi skończyć. Fabian zrozum, że nie wybaczę ci, bo skąd mam mieć pewność, że to nie jest znowu głupi zakład? I wiem powtarzam się. A właśnie w tą całą twoją miłość też mi jest ciężko uwierzyć, bo uczucia nie zmieniają się z dnia na dzień. - skończyłam swój monolog i pobiegłam dalej nie zważając na to, że siatkarz mnie woła. 

****************

Po ponad dwóch miesiącach powracam do was.
Został tu jeszcze ktoś? :)
Czekam na wasze opinie w komentarzu ;)
Pamiętajcie dla was to tylko kilka minut na napisanie komentarza, a dla mnie to duża motywacja do dalszego pisania :*
Błedy jak jakieś są to przepraszam, sprawdzałam, ale nie wiem czy dobrze sprawdziłam ;)


Ps. Powoli zbliżamy się do końca opowiadania :) 


sobota, 5 grudnia 2015

...

Przepraszam was kochani, ale muszę ponownie zawiesić bloga :(
Powód jest taki, że skręciłam kostkę i przez 1,5 tygodnia nie byłam w szkole i musiałam nadrabiać, i nei wyrobiłam się w tym tygodniu, a w następnym mam w pon. kartk. z matmy, muszę napisać spr. z chemii, we wtorek muszę napisać kart. z geografii, w środę muszę napisać kart. z historii, a w czwartek sprawdzian z niemieckiego :/
Nie wiem kiedy wrócę. Prawdopobnie w nowym roku :(

sobota, 28 listopada 2015

Ogłoszenie!

Chciałabym ogłosić iż rodział będzie pojawiał się raz na dwa tygodnie, ponieważ teraz mam natłok sprawdzianów i kartkówek i jeszcze mam dużo zaległości, bo nie byłam przez półtora tygodnia w szkole, a piszę jeszcze jednego bloga i nei wyrabiam :/
Także rozdział pojawi się za tydzień ;)

niedziela, 22 listopada 2015

Rozdział 18

*** Fabian ***

Po telefonie od Julki ubrałem sie i wyszedłem z mieszkania. W duchu cieszyłem się, że zgodziła się na to spotkanie. Byłem prawie pewny, że nie zgodzi się. A jednak! Może szczęście sie w końcu do mnie uśmiechnęło? Może to ta chwila, aby w końcu mi wybaczyła? Z dobrym nastawieniem szedłem w kierunku parku. Po około 20 minutach byłem na miejscu. Czekałem tam 10 minut - nie przychodziła, 30 minut - to samo, w końcu po 45 minutach wkurzyłem się odszedłem z tamtąd. Nurtowało mnie tylko jedno pytanie. Dlaczego nie przyszła? Czyżby mnie wystawiła? To miała być jakaś zemsta na mnie? Albo może chciała mi tym coś udowodnić? Jest jeszcze opcja, że nie mogła przyjść, bo np. ktoś do niej w odwiedziny przyjechał, ale przecież jakby tak było to zadzwoniłaby do mnie i powiedziała mi, że rodzina do niej przyjechała i nie może się spotkać. Próbowałem się do niej dodzwonić, ale niestety nie odbierała. W końcu po 10 razie poddałem się. Wróciłem do domu i zastanawiałem się co mogło zatrzymać Julkę. Żeby upewnić się w przekonaniu, że Julkę ktoś odwiedził chciałem zadzwonić do Mai, ale przypomniałem sobie, że nie mam do niej numeru. Wybrałem, więc numer do Marko.
- Hallo?
- Hej, Marko. Mam do ciebie sprawę.
- Jaką?
- Podałbyś mi numer do Mai?
- Jasnę, wyślę ci go sms-em.
- Okej, dzięki.
- Spoko, pa.
- Pa.
Pożegnałem się z Serbem i niecierpliwie czekałem na sms-a. W końcu po kilku minutach Marko wysłał mi numer do jego dziewczyny.Szybko wybrałem go i już po chwili dzwoniłem do przyjaciółki Julki. Po 4 sygnałach odebrała.
- Hallo?
- Hej, Maja. Z tej strony Fabian. Mogłabyś mi dać do telefonu Julkę?
- Ale Julki teraz nie ma w domu.
- Jak to? - zdziwiłem się.

*** Maja ***

Oglądałam właśnie telewizję, kiedy zadzwonił mój telefon.  Poszłam zobaczyć kto dzwoni. Dzwonił jakiś numer, którego nie mam zapisanego w kontaktach. Postanowiłam odebrać, bo mogło to być coś ważnego.
- Hallo? - powiedziałam zaraz po odebraniu połączenia.
- Hej, Maja. Z tej strony Fabian. Mogłabyś mi dać Julkę do telefonu?
- Ale Julki teraz nie ma w domu.
- Jak to?
- No tak, że ona wyszła na spotkanie  z tobą.
- Ale my sie wcale nie spotkaliśmy.
- Jak to? Czyli nie byliście wcale umówieni?
- Nie. Byliśmy umówieni i ja czekałem na nią w parku dobre 45 minut, ale ona wcale nie przyszła.
- Dziwne.
- Myślisz, że mogłoby się jej coś...
- Nie kończ! - szybko mu przerwałam. - Tak poza tym to co cię to interesuje? Przecież jej nienawidzisz! - niemalże wykrzyczałam ostatnie zdanie.
- Maja  to nie tak!
- A jak?
- Wytłumaczę ci, ale to nie jest rozmowa na telefon.
- Ehh... no dobra. Spotkajmy się za 30 minut u ciebie.
- Dobra, czekam na ciebie.
Nic nie odpowiedziałam siatkarzowi, tylko rozłączyłam się. Poszłam do pokoju przebrać się i już po 5 minutach ubierałam buty. Wyszłam z mieszkania i ruszyłam w kierunku domu rozgrywającego. Po około 15 minutach byłam u celu. Weszłam na odpowiednie piętro, zapukałam pod odpowiednie drzwi i już po chwili znajdowałam się w domu Drzyzgi.
- Hej.
- Cześć.
- Co tam u ciebie? - spytał nerwowo siatkarz.
- Fabian, przejdź do rzeczy.
- Bo to nie tak jak myślisz.
- To już wiem. Teraz mi wytłumacz jak jest.
- Więc zacznę może od dzieciństwa. Kiedy miałem 9 lat Julka wprowadziła się do domu na przeciwko mnie. Razem z rodzicami poszedłem  w odwiedziny do niej i jak ją zobaczyłem to zamarłem.... - Fabian przerwał na chwilę.
- Ale czemu?
- Bo... - dokończył swoją opowieść.
- I zamiast powiedzieć jej prawdę ty  postanowiłeś ją znienawidzić? - spytałam ironicznie.
- Tak było prościej. Zrozum mnie.
- Fabian nie umiem ciebie zrozumieć.
- A ty co byś zrobiła namoim miejscu?! - podniósł trochę głos.
- Na pewno powiedziałabym prawdę i nie krzycz na mnie. - powiedziałam spokojnym tonem.
- Przepraszam.
- W takim razie czemu teraz jej nienawidzisz? - to było niezrozumiałe dla mnie.
- Bo tak jest dla mnie łatwiej. Wszycy dookoła mówili, żebym odpuścił jej, ale ja byłem uparty i dalej w to brnąłem, a kiedy zrozumiałem swój błąd było już za późno. Dopiero niedawno uświadomiłem sobie, że tak naprawdę kocham ją. Nawet nie wiesz jak bardzo chcę tego, aby Julka mi w końcu uwierzyła.
- Ale chyba nie dziwi cię to, że ona ci nie wierzy?
- No niby nie i dzisiaj chciałem się z nią spotkać i jeszcze raz przekonać, ale ona nie przyszła.

Porozmawiałam jeszcze chwilę z Drzyzgą i poszłam do domu. W trakcie drogi ktoś do mnie zadzwonił.

*** Julka ***

Próbowałam powoli otworzyć oczy, ale co mi się udało otworzyć to od razu je zamykałam, bo światło w miejscu, w ktorym byłam oślepiało mnie.
- Gdzie ja jestem? - wyszeptałam.
- Spokojnie, jest pani w karetce. - powiedział męski głos.
- Jak to w karetce? - powiedziałam juz bardziej przytomna.
- Miała pani wypadek. Potrącił panią samochód. Sprawca wypadku jest tam i przesłuchuje go właśnie policja. - wskazał na miejsce gdzie stało dwóch policjantów z jakimś mężczyzną.
- Dobrze, a jakie mam obrażenia?
- Ma pani złamaną lewą rękę, liczne siniaki i zadrapania no i była pani nieprzytomna przez jakieś 20 minut, ale skoro pani się już obudziła to nie ma potrzeby jechać z panią do szpitala, ale musi pani przyjść za tydzień do kontroli.
- Dobrze, dziękuję.
- Proszę.

Po rozmowie z lekarzem wyszłam z karetki i udałam sie w stronę rozmawiającego sprawcy z policją. Kiedy byłam już na tak bliskiej odlległości, że mogłam  zobaczyć kto mnie potrącił, zamarłam. Mogłam się w sumie spodziewać, że za tym stoi ON, ale myślałam, że sobie odpuścił. Widocznie pomyliłam się. Nie myśląc nad tym co robię rzuciłam się na niego. Biłam go pięścią w klatkę piersiową i krzyczałam.
- Jak ty mogłeś to zrobić? Mogłam przez ciebie zginąć! Ninawidzę cię, rozumiesz?!
Chłopak nic nie mówił, tylko głupio śmiał się, a funkcjonariusze odciągnęli mnie od niego.
- Prosze pani, niech pani uda się ze mną teraz do samochodu, pojedziemy na komisariat i złoży pani zeznania, dobrze?
- Dobrze. - powiedziałam już łagodnym tonem. Poszłam razem z policjantem do radiowozu i pojechaliśmy na komisariat. Po około 40 minutach byliśmy na miejscu. Wysiedliśmy z auta i weszliśmy do środka budynku. Przeszliśmy do jednego z pokoi. Funkcjonariusz zasiadł za biurkiem, a mi wskazał miejsce na przeciwko siebie. Zasiadłam tam, a policjant zaczął przesłuchanie.
- Więc, jak już zauważyłem zna pani pana Grzegorza Staniszewskiego.
- Tak, znam.
- I chyba nie macie państwo za dobrych relacji?
- No jak pan widział, nie.
- A skąd pani go zna?
- Kiedyś jak mieszkałam w innej części Rzeszowa to Grzesiek był moim chłopakiem. Rozstaliśmy się głównie z tego powodu, że Grzesiek zaczął ćpać i czasami pod wpływem narkotyków potrafił mnie uderzyć.
- Dobrze, a czy po tym jak się państwo rozstali to pan Staniszewski nachodził panią?
- Chwilę po tym dzwonił, przepraszał, mówił, że to się już nie powtórzy, ale ja mu nie wybaczyłam. Później milczał i od jakiegoś czasu nachodzi mnie regularnie.
- Dobrze, w sumie to tyle co chciałem wiedzieć.
- A co będzie z Grześkiem?
- Na razie zostanie zatrzymany na 48 godzin w areszcie, a potem prokurator zdecyduje co dalej.
- Dobrze, dziękuję panu.
- A! Pani Julio?
- Tak?
- Mógłbym dostać na panią jakieś namiary, żebym mógł informować panią co dalej w sparwie?
- Oczywiście.
Zapisałam policjantowi mój numer telefonu, pożegnałam się z nim i wyszlam z komisariatu.


***********

No hej kochani :D
Jak widzicie Julce nic się takiego nie stało ;)
Jak myślicie czemu Fabian nienawidził tak bardzo Julki? 
Macie jakieś pomysly? :D
Podzielcie się nimi w komentarzach :*

Ps. Szkoda, że tak mało osób skomentowało poprzedni rozdział :/
Mam nnadzieję, że tym razem będzie lepiej :)
Zachęcam was  do komentowania, bo to bardzo mocno mnie motywuje do dalszego pisania ;)

Pozdrawiam i do następnego kochani :*** 

niedziela, 15 listopada 2015

Rozdział 17

*** Julka ***

Następnego dnia wyjechaliśmy około godziny 11:00. Było ślisko na drogach dlatego Oskar jechał ostrożnie i droga do domu przedłużyła nam się o nieco ponad godzinę. Przez całą drogę rozmawialiśmy, śmialiśmy się itp. W pewnym momencie Oskar przycichł.
- Ej, kotek co jest?
- Co? Nie, nic. Zamyśliłem się tylko.
- Nie okłamuj mnie.
- Ehh... Bo jest taki mały problem.
- Jaki?
- Bo coś mi wypadło i nie mozemy jechać do mnie.
- Dlaczego?
- Bo muszę coś załatwić. - powiedział, a ja widziałam po nim, że się denerwuje.
- No, ale nie możesz mi tego powiedzieć?
- Właśnie o to chodzi, że nie.
- Eh... to w takim razie zawieź mnie do domu.
Resztę drogi pokonaliśmy w ciszy. Byłam trochę na niego zła, bo widziałam po nim, że coś ukrywa przede mną. Tylko teraz co? Co jest tak ważnego, że w święta musi to robić? Czemu mi nie powie co musi załatwić? Nie podoba mi sie to, że Oskar ukrywa coś przede mną.  Z głową pełną myśli i pytań na które nie znam odpowiedzi po około 10 minutach podjechaliśmy pod mój blok. Wysiedliśmy z auta, chłopak zaniósł moje rzeczy do środka, pożegnaliśmy się i Oskar odjechał.Byłam sama w domu, bo Maja miała przyjechać pod wieczór. Nudziłon mi się, więc postanowłam rozpakować walizkę. Słuchawki podłączyłam do telefonu, włączyłam swoją ulubiona playlistę i po chwili już rozpakowywałam swoje rzeczy.

*** Maja ***

Wstałam parę minut po ósmej, żeby się wyszykować i od razu spakować, bo wieczorem wyjeżdżam, a przed tym jeszcze umówiłam się z Adrianem. Postanowiłam nie stroić się za bardzo, bo przecież idę tylko na spotkanie z dawnym znajomym z liceum. Wzięłam ubrania i poszłam do łazienki, umyłam się, pomalowałam lekko, uczesałam ( czyt. związałam włsoy w koński ogon ) i po około godzinie była gotowa.



Zeszłam na dół i udałam się w kieunku kuchni.Gdy tam już dotarłam moja mama akurat stawiała talerz z kanapkami na stole.
- O, córuś już wtsałaś, siadaj zrobiłam ci kanapki.
- Dziękuję, mamo.
- A gdzie się tak wystroiłaś? 
- Co? Nigdzie się nie wystroiłam. 
- No nie... Dla kogo tak się wystroiłaś? 
- Mamo! Dla nikogo. -powiedziałam z wyrzutem 
- Ehh.. jak tam chcesz, ale ja wiem swoje, pamiętaj. - zaśmiała się. Na tą wypowiedź głęboko westchnęłam i przewróciłam teatralnie oczami. 
- Dobra, a teraz an serio, to idziesz gdzieś?
- Tak, umówiłam się z Adrianem zanim pojadę. 
- Tylko ty pamiętaj, że w Rzeszowie masz chłopaka. 
- No wiem przecież... Poza tym to ja idę na spotkanie z dawnym znajomym, z którym się długo nie widziałam, a nie na randkę. 
- No ja mam taką nadzieję.
- Oja mamo, mamo. 

Po skończonym posiłku poszłam umyć zęby i wyszłam. Z Adrianem miałam spotkać się dopiero za 15 minut w kawiarence za rogiem. Ruszyłam więc wolnym krokiem w tamtym kierunku. Po niecałych 10 minutach chciałam otworzyć drzwi, ale ktoś mnie wyprzedził. Tym kimś okazał się Adrian. Przywitaliśmy się, usiedliśmy do stolika i zaczęliśmy rozmawiać. Chwilę później przyszła do nas kelnerka, złożyliśmy zamówienie i kontynuowaliśmy naszą rozmowę. 
- To co ty teraz robisz? Pracujesz gdzieś? - spytał Adrian.
- Aktualnie to nigdzie nie pracuję, tylko studiuję. Po studiach dopiero chcę iśc do jakiejś pracy, A teraz ty opowiedz coś o sobie. - uśmiechnęłam się do niego.
- Dużo to u mnie się nie pozmieniało. Dalej mieszkam w Rzeszowie, tylko w innej części miasta. Mam dziewczynę. Ma na imię Dominnika. Mam swój wrasztat samochodowy. No i to w sumie tyle o mnie. Ty masz swoją drugą połówkę?
- Mam. - na wspomnienie o Marko mimowolnie się uśmiechnęłam.
- A gdzie on jest?
- W Serbii.
- W  serbii? Czemu?
- Pojechał na święta do rodziny, do Serbii, bo jest Serbem.
- Ooo... to nieźle... A czemu mieszka w Polsce? 
- Ma kontrakt z klubem.
- Oo... czyli sportowiec?
- Tak. 
- A dokładniej to kto? 
- Siatkarz.
- No to sobie chłopaka wybrałaś. - zaśmiał się. Pogadaliśmy jeszcze dobrą godzinę, umówiliśmy się na kawę w Rzeszowie i poszłam do domu mojej mamy, bo przecież za niedługo miałam wyjeżdżać do Rzeszowa.

*** Fabian ***

Nad ranem wymyśłiłem jeszcze, że ostatni raz do niej zadzwonię i porozmawiam z nią. Jeżeli to nie pomoże to mam jeszcze plan B. Postanowiłem, że zadzwonię do niej po obiedzie. Mam nadzieję, że humor jaki teraz mam nie zepsuje się, a nawet będzie lepszy do końca dnia. Po zjedzeniu śniadania i ogarnięciu się zadzwoniłem do swojego przyjaciela. 
- Halo?
- Hej Niko, co tam?
- A dobrze, a coś się stało, że dzwonisz?
- Tak... Nie... W sumie to chciałem się tylko spotkać. 
- Nie dam rady.
- Czemu? 
- Zapomniałeś, ze jestem teraz w Bułagarii?
- A no tak! Spoko to zadzwonię do Igły.
- Okej, pa. 
- Pa. - rozłączyłem się z przyjmującym i wybrałem numer do Krzyśka.
- No cześć, Krzysiu. Powiedz proszę, że jesteś w domu. - powiedziałem chwilę po tym jak odebał telefon. 
- Nooo.... jestem...
- Możesz się spotkać? Muszę z kimś pogadać. 
- No dobra. Za 15 minut będę u ciebie. 
- Okej, czekam. 
Rozłączyłem się z libero i czekałem na niego. Jak Igła powiedział, tak też zrobił i już po 15 minutach był u mnie.
- No hej,  Igła wchodź! - zaprosiłem siatkarza do środka. 
- Fabian co się dzieje? 
- Muszę z tobą pogadać.
- Mam się bać? -spytał z udawanym strachem.
- Nie. - zaśmiałem się. Wraz z Krzyśkiem przeszliśmy do salonu i opowiedziałem mu o moim planie. 

*** Julka *** 

Rano obudziłam się około godziny 8:00. Wzięłam ubrania z szafy i poszłam do łazienki ubrać się, 


Włosy związałam w kłosa i zrobiłam lekki makijaż. Poszłam do kuchni gdzie siedziała już Maja. Pogadałyśmy sobie trochę, tak jak zanim poszłyśy na studia. Obu nam tego brakowało. W pewnym momencie zadzwonił mój telefon. Nie patrząc to to odebrałam. 
- Hallo?
- Hej, Julka. Możemy się spotkać? Proszę. Wiem, że mnie nienawidzisz, ale proszę cię o tylko jedno spotkanie. 
- Fabian, ostatnie spotkanie. 
- Okej, to widzimy się za 30 minut w parku. 
Nie odpowiadając nic rozłączyłąm się. Powiedziałam Majce kto dzwonił, ubrałam się i wyszłam. Szłąm sobie spokojnie. Na zielonym świetle weszłąm na pasy. Nagle poczułam mocne uderzenie. Co się działo potem nie pamiętam.


******

No ten, tego... To ja może już sobie pójdę :D
A  tak na serio to jak wam się podoba rozdział?
Jak myślicie co Oskar ukrywa? 
I jaki plan ma Fabian? 

Komentujcie, bo to motywuje :* 

Ps. Przepraszam, że tak późno dodałam ;/




niedziela, 1 listopada 2015

;/

Kochani, przepraszam was, ale nie uda mi się napisac dzisiaj rozdziału ;/

niedziela, 25 października 2015

Rozdział 16

Chłopak po niecałej godzinie był już pod domem moich rodziców. Już na samym wejściu miło mnie zaskoczył, bo gdy poszłam otworzyć drzwi to zamiast Oskara zobaczyłam wielkiego, pluszowego misia.


Po chwili zza niego wyskoczył mój chłopak. 
- Wesołych Świątk, kochanie! 
- Dziękuję. Ja też coś dla ciebie mam, chodź.
Zaprowadziłam go do pokoju i najpierw się z nim przywitałam tak jak należy.
- Mmm..... takie powitania to ja mogę mieć codziennie.
- Hah, chciałbyś.
Podeszłam do szafy i wyciągnęłam prezent dla niego. 
- Wesołych Świąt, skarbie. 
Wręczyłam mu pudełko, a w nim był album z naszymi wspólnymi zdjęciami i słuchawki. 

- Dzięuję kochanie. Prezent jest śliczny. 
Chłopak podszedł do mnie i złożył na moich ustach namiętny pocałunek. 
- A teraz chodź na dół do rodziców porozmawiać z nimi trochę i potem jedziemy do twoich. 
- Ehh... No dobrze. 
Chłopak westchnął, złapał mnie za rękę i zeszliśmy na dół.
- O córuś chodźcie na obiad.
- Już idziemy. 
Przeszliśmy z Oskarem do jadalni. Usiedliśmy na swoich miejscach i juz po chwili jedliśmy przygotowany przez moją mamę obiad. 
- To opowiadajcie jak wam się układa? Jak się poznaliście? 
- Układa nam się bardzo dobrze, a poznaliśmy sie na uczelni. - odpowiedział krótko Oskar na pytanie mojej rodzicielki.
- A od kiedy jesteście razem? Macie już jakieś plany na przyszłość?
- Mamo, co to za przesłuchanie?
- Jakie przesłuchanie? Ja tylko chcę wiedzieć.
- Ehh... Jesteśmy razem od końcówki listopada. Nie mamy żadnych planów na przyszłośc, bo jeszcze o tym nie rozmawialiśmy i koniec już tych pytan.
- Dobrze. Jak chcesz,
Po zjedzonym posiłku porozmawialiśmy jeszcze chwilę i stwierdziliśmy, że będziemy już się zbierać. 
- My już będziemy jechać.
- Co? Ale dlaczego? Przecież jest 17:00 dopiero. - odezwał się mój tato.
- Wiemy, ale jedziemy jeszcze do rodziców Oskara.
- W takim razie pozdrówcie ich i jedźcie ostrożnie.
- Dobrze tato. Do zobaczenia. 
Pożegnaliśmy się z moimi rodzicami, Oskar poszedł jeszcze po moją walizkę i ruszyliśmy w drogę do domu rodziców Oskara. Droga minęła nam w świetnej atmosferze. Rozmawialiśmy, opowiadaliśmy kawały, śpiewaliśmy. Nawet nie wiem kiedy minęła nam ta godzina. Podjechaliśmy pod dom rodziców mojego chłopaka. Mama Oskara stała już w oknie i czekała prawdopodobnie na nas. Wysiedliśmy z samochodu i ruszyliśmy do domu. Nie zdążyliśmy podejść nawet do drzwi, a te już się otworzyły, a w nich stanęła starsza pani. Zgaduję, że mama Oskara. 
- O Oskar już jesteście. Wchodźcie kochani. 
Starsza kobieta podeszła najpierw do swojego syna i się z nim przywitała, a potem do mnie. 
- Dobry wieczór. Julia Ruśiewicz.
- Witam cię dziecko drogie. Jaka ty ładna jesteś. 
- Dziękuję pani bardzo.
- Jaka pani? Mów do mnie mamo albo po prostu Basia.
Zaskoczyło mnie to, że Oskara mama na wstępie powiedziała mi, że mogę do niej mówić " mamo ". 
- Dziękuję pa... to znaczy mamo.
- Ależ nie masz za co. Oskar mi dużo o tobie opowiadał.
- Mam nadzieję, że nic złego o mnie nie mówił. - zaśmiałam się. - A tak właściwie to gdzie on jest? - spytałam kiedy zobaczyłam, że Oskara z nami nie ma.
- Nie musisz się o to martwić. Mówił jaka ty ładna, miła i mądra jesteś. Nie powiedział na ciebie żadnego złego słowa. A mój syn poszedł chyba gdzieś ze swoim ojcem.
- Bardzo dobry kontakt mają widzę.
- To prawda. W dzieciństwie kiedy mąż musiał zrobić coś na podwórku to Oskar szedł razem z nim. A teraz muszę cię przeprosić, ale muszę iść do kuchni zrobić kolację. 
- To ja pomogę.
- Ależ nie rób sobie kłopotu. Poza tym jesteś naszym gościem. 
- Ale ja chciałabym pani pomóc.
- No dobrze. Jak chcesz to pokrój pomidory. 
- Dobrze. 
Wraz z panią Basią rozmawiałyśmy o różnych rzeczach, ale najczęściej to ona opowiadała różne, śmieszne sytuacje z dziecieństwa swojego syna. Było bardzo miło. W końcu po godzinie kolacje była gotowa. 
- To ja pójdę po chłopaków. 
- Dobrze. Sprawdź w garażu powinni tam być. 
- Dobrze.
Tak jak powiedziała mi mama Oskara tak też zrobiłam. Starsza kobieta miała rację chłopcy byli w garażu i robili coś przy samochodzie. 
- O Julkka.
- No hej, przyszłam zobaczyć co robicie i zawołać was na kolację.
- Zaraz przyjdziemy.
- Okej.
Poszłam do jadalni gdzie była juz mama studenta.
- I jak? Byli w garażu?
- Tak, robili coś przy aucie i powiedzieli, że zaraz przyjdą. 
- Dobrze, w takim razie chodź, siadaj do stołu.
Zrobiłam to co Basia mi kazała. Oskar wraz z panem Marcinem przyszli chwilę po tym jak usiadłam do stołu.
- To tak ładnie jeść kolację bez nas? - spytał mój chłopak.
- Oczywiście, że nie, dlatego czekałyśmy na was, - zaśmiałam się. Gdy wszyscy już siedzieli przy stole zaczęliśmy jeść. Po zjedzonej kolacji zasiedliśmy na kanapie w salonie i rozmawialiśmy. Około godziny 22:00 zrobiłam się śpiaca dlatego przeprosiłam wszystkich, poszłam wziąć prysznic i poszłam spać.

* Fabian *

Na święta pojechałem do rodziców, do Warszawy. Pojechałem w sumie w szczególności po to, aby odpocząć oraz przemyśleć parę spraw. Mianowicie o Julce. Dać sobie z nią spokój? A może dalej walczyć o nią? Chociaż czy jest sens skoro ona cały czas nie chce mi wybaczyć? Zresztą ona ma chlopaka. Nie wiem już co mam robić. Może jednak powinienem się poddać? Skoro nie zrobiło na niej wrażenia to, że powiedziałem jej prosto w oczy, że ją kocham to ja już nie wiem co zrobi na niej wrażenie. Chociaż... Może i wiem...? Dobra. Próbuję ostatni raz. Jak to nie pomoże to dam jej spokój. Z tym pozytywnym nastawieniem położyłem się spać. Szybko odpłynąłem do Krainy Morfeusza. 


* Maja * 

Pierwsze wspólne święta wraz z Marko postanowiliśmy spędzić osobno. Chłopak chciał abym w drugi dzień świąt przyjechała do niego, do Serbii, ale nie mogłam sobie pozwolić na taki wyjazd.  Na całe szczęście siatkarz zrozumiał to i nie naciskał. Teraz jest godzina 17:30 i jestem na spacerze wraz z mamą, tatą i babcią. Chodzimy sobie po jednym z krakowskich parków. Nie, nie wychowywałam się w Krakowie, tylko moi rodzice przeprowadzili się tutaj jak wyprowadziłam się z domu i zamieszkałam z Julką. 
- Maja? To ty? No nie wierzę! - usłyszałam za sobą w pewnym momencie wołanie. Szybko się odwróciłam i zobaczyłam Adriana, mojego byłego chłopaka jeszcze z czasów liiceum. 
- Adrian! Co ty tu robisz?
- Przyjechałem na świeta do babci. 
- A no tak, bo ty masz babcię w Krakowie.
- A ty co tu robisz? Przecież mieszkasz w Rzeszowie. 
- Przyjechałam do rodziny, bo przeprowadzili się tu po mojej wyprowadzce z domu.
Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, wymieniliśmy się numerami telefonów i wróciłąm wraz z rodziną do mieszkania. 


*********
No je kochani! :D 
Chciałam wam podziękować, że tyle osób czeka na rozdział :)
Bardzo miło jak się czyta te wszystkie komentarze.
I wiecie co?
Przez to , że czytałam te wszystkie pozytywne komentarze to wena mi przyszła i teraz już nie wiem jak to będzie z epilogiem :D Czy będzie tu 20, 25 czy może 30 rozdziałów to już nie wiem :)
Cieszycie się? :3
Jak tak i oczekuję od was, że będą dłuuugie, ciekawe komentarze, bo one motywują podwójnie :)
A i jeszcze jedno ;)
Rozdziały będą co tydzień, ale nie wiem czy w sobotę, czy w niedzielę :) 
Jak nie będzie w sobotę to będzie w niedzielę, a jak nie będzie w niedzielę to albo napiszę wam notkę, że nie wyrobiłam się, albo będzie po prostu za tydzień rozdział ;) 

Ps. Jeżeli jeszcze u kogoś nie nadrobiłam zaległości to niech mi napisze w komentarzu, bo być może zapomniałam :) 
Ps. 2 Jeżeli są jakieś błędy to przepraszam, ale nie sprawdzałam ;) 
Także do następnego :*

sobota, 17 października 2015

Rozdział 15

Do hotelu wróciliśmy około 18:00. Woda mnie trochę ocudziła i nie byłam już aż tak śpiąca jak przed wyjściem na plażę. Razem z Oskarem postanowiliśmy obejrzeć film pt. ,, Więzień labiryntu ". Po dwóch godzinach seans skończył się. Zrobiłam się śpiąca, więc zaraz po umyciu się położyłam się do łóżka. Już prawie zasypiałam kiedy poczułam jak materac ugina się pod ciężarem ciała chłopaka.
- Dobranoc śliczna. - powiedział i pocałował mnie w czoło.
- Dobranoc, kochanie.
- To ty jeszcze nie śpisz? - zdziwił się.
- Zasypiałam, ale mnie obudziłeś.
- Przepraszam.
- Nic się nie stało. Śpij już.
- Dobranoc.


Rano obudziłam się o 9:00. Byłam sama w łóżku. Słyszałam z łazienki lecącą wodę co oznaczało, że Oskar bierze prysznic.
Po śniadaniu poszliśmy zwiedzać Hiszpanię. Nie powiem, pięknie tu jest. Te widoki zapierają dech w piersiach. Około 21:00 wróciliśmy. I tak jak stałam, padłam na łóżko, i momentalnie zasnęłam.

Następnego dnia obudziło mnie czyjeś gadanie, a dokładnie Oskar rozmawiał z kimś przez telefon.
- Tak, będziemy napewno.
- ...
- Jesteśmy w Hiszpanii od jakiś dwóch dni.
- ...
- Dobra. Też Cię kocham, pa. - rozłączył się. - O już nie śpisz? Dawno temu wstałaś?
- Kilka minut temu. Z kim rozmawiałeś?
- Z Eweliną, moją kuzynką.
- Okej.
- Kotek, zbieraj się i idziemy do sklepu.
- Po co? - zdziwiłam się.
- Musimy kupic jakiś prezent ślubny dla Ewki.
- Czekaj, bo nie rozumiem.
-  Bo idziemy na ślub Eweliny.
- Co? Ale jak to?
- No normalnie.
- I czemu ty mi wcześniej o tym nie powiedziałeś?
- Bo to miała być niespodzianka.
- Jesteś niemożliwy, wiesz? - wstałam, podeszłam do niego i pocałowałam go.
- No idź już. - pośpieszył mnie, kiedy oderwaliśmy się od siebie.
- No, dobrze.
Poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, włosy jakoś upięłam i po 30 minutach byłam gotowa do wyjścia. Zeszliśmy z Oskarem na śniadanie. Już od około godziny 10:00 chodziliśmy po sklepach i zastanawialiśmy się co by tu kupić młodej parze.  W końcu po 4 godzinach wybraliśmy odpowiedni prezent.



Okzało się, że za 2 dni jest ślub. No pięknie! Za 2 dni ślub, a ja nie mam żadnej sukienki do ubrania. 
- Misiuuu.... - zwróciłam się do chłopaka słodkim głosem.
- Co chcesz?
- Bo wiesz... Ty planowałeś przyjazd tutaj i to jeszcze na ślub, a ja nie mam nawet sukienki. 
- Dlatego idziemy jeszcze tutaj. 
Wskazał na sklep obok. Zaraz po wejściu do sklepu spodobała mi się ta sukienka:


Wybór sukienki poszedł mi bardzo szybko, ale z wyborem butów było gorzej. Byliśmy w 9 różnych sklepach. W końcu w dziesiątym sklepie udało mi się coś konkretnego wybrać. 


Wiedziałam, że w nich długo na tym ślubie nie pochodzę, ale na szczęście miałam jeszcze ze sobą baletki.

* 20 grudnia - powrót * 
Do Polski wracaliśmy w bardzo dobrych nastrojach. " Wakacje " były udane. Byliśmy na ślubie Eweliny. Był cudowny. Pięknie przystrojona sala z widokiem na morze. Zorganizowane to wszystko było bardzo fajnie. Teraz siedzimy w samolocie z Oskarem i wracamy do Polski. 

5 godzin później

Jesteśmy już u mnie w domu i oglądamy film. W sumie to tylko ja oglądam, bo Oskar już od dawna śpi. Ja chyba zrobię to samo. Zdjęłam ostrożnie głowę chłopaka z moich kolan i poszłam się umyć. Szybki prysznic i już po 20 minutach byłam odświeżona.  Poszłam do salonu zgasić telewizor, ale on był już zgaszony, a Oskara nigdzie nie było. Poszłam więc do sypialni. Mój chłopak tam był i smacznie sobie spał. Poszłam w jego ślady i już po 10 minutach oddałam się Krainie Morfeusza. 

* 24 grudnia *

Siedzę właśnie przy wigilijnym stole i wraz z rodziną jemy kolację wigilijną. Razem z Oskarem stwierdziliśmy, że ja pojadę do swojej rodziny, a on do swojej i w pierwszy dzien świąt przyjedzie, spędzimy trochę czasu z moją rodziną, a potem pojedziemy do jego rodziny. No i drugi dzień świąt spędzimy sami u niego w mieszkaniu. 
Dosłownie przed chwilą skończyliśmy jeść kolację i teraz przyszedł czas na dawanie prezentów. Najpierw podeszłam do mamy i dałam jej piękny naszyjnik w kształcie serca. 


Mama natomiast kupiła mi prześliczny T - shirt.


Następnie podeszłam do taty i wręczyłam mu zegarek. 


On mi zaś kupił zestaw biżuterii.




No i na koniec została mi młodsza siostra. Dałam jej płytę jej ulubionego zespołu muzycznego, a ona mi dała poduszkę. A poszewka była zrobiona ze zdjęć z naszego dzieciństwa. To był chyba najpiękniejszy prezent jaki dostałam. 
Równo o 0:00 byliśmy w kościele na psterce. Około 1 w nocy wróciliśmy do domu. Porozmawialiśmy, powspominaliśmy stare czasy i po około 2 godzinach zbieraliśmy się do snu. 
Rano obudził mnie dzwoniący natarczywie telefon. Po około 5 minutach odebrałam. 
- No wreszcie odebrałaś! Już myślałem, że coś ci się stało.
- Co? Czemu miałoby mi się coś stać? - powiedziałam zaspanym głosem. 
- Bo jest już 12:30, a miałaś dzwonić o 10:00 i mi powiedzieć o której mam być. 
- Co!? Już tak późno?! Bądź za godzinę.
- Okej, pa skarbie.
- Pa.
Szybko się rozłączyła, wzięłam ubrania i pobiegłam do łazienki. O dziwo po 15 minutach była gotowa. Zeszłam na dół do kuchni, a tam już mama siedziała.
- O, córuś już wstałaś. Chodź zrobiłam ci śniadanie. 
- Ale mamo, ja mam ręce i zrobiłabym sobie sama. Naprawdę, nie musiałaś.
- Ale chciała, a teraz chodź jeść. 
- No dobrze. 
Po skonczonym posiłku posprzątłam po sobie, a moja mama w pewnym momencie zapytała:
- I jak tam z Fabianem ci się układa? 
- Że co? Jakim Fabianem?
- No Drzyzgą.
- Mamo, przecież ja z nim nie jestem.
- No wiem przecież, ale chodzi mi o to jakie macie relacje. Dobre? Złe?
- Takie jak wcześniej.
- Naprawdę? Myślałam, że już się pogodziliście. Przecież tyle lat się znacie.
- Ale jak widać nigdy się nie dogadamy. I już możemy na ten temat nie rozmawiać?
- Oczywiście córeczko.

Po tej krótkiej rozmowie poszłam do siebie i czekałam na Oskara.

***********

Po bardzo długiej przerwie powracam do was :D
Wiem, że rozdział nie jest jakiś nie wiadomo jaki, ale brak weny oraz czasu i musicie mnie zrozumieć :/
Tak w ogóle to został tu jeszcze ktoś? 
Jak tak to proszę was bardzo o opinię tego rozdziału w komentarzach.
A i jeszcze jedno.
Powoli zbliżamy się do końca tej historii :(
Jeszcze postaram się napisać max 10 rozdziałów + epilog, ale jak mi wena nie przyjdzie to będzie tylko 5 rozdziałów + epilog ;) 
Ciężko mi będzie się z tą historią żegnać, no ale cóż... trzeba :/ 
Postaram się być już regularna i co sobotę dodawać tutaj rozdział :*
Jeżeli są jakieś błędy to przepraszam, ale nie sprawdzałam :)